Przez nielegalne teorie SA w Warszawie o tym, czym jest postępowanie 'zakończone', nie mam zagwarantowanego dwuinstancyjnego postępowania sądowego w sprawie naprawienia naruszenia mojego prawa do sądu

Skandaliczne orzeczenia lub zachowania sądów. W sprawach Piotra Niżyńskiego. Czy z naszych podatków utrzymujemy darmozjadów, a politycy i tak wygrają, co zechcą?
piotrniz
Site Admin
Posty: 327
Rejestracja: śr mar 18, 2015 1:11 pm

Przez nielegalne teorie SA w Warszawie o tym, czym jest postępowanie 'zakończone', nie mam zagwarantowanego dwuinstancyjnego postępowania sądowego w sprawie naprawienia naruszenia mojego prawa do sądu

Post autor: piotrniz » pn kwie 08, 2019 7:42 pm

Zgodnie z nauką, co ma oparcie w prawie (gdyż np. nieraz mówi się w prawie o "orzeczeniach kończących postępowanie"), postępowanie zarówno cywilne, jak i karne, kończy się wtedy, gdy jest w nim prawomocne orzeczenie rozstrzygające sprawę.

Wydawałoby się to oczywiste, ale Sąd Apelacyjny próbuje lansować jakąś niereprezentatywną, nie mającą w niczym oparcia — ani w podręcznikach, ani w orzecznictwie Sądu Najwyższego — "alternatywną" lamerską w istocie teorię, że postępowanie zakończone jest wtedy, gdy jest "zakreślone", jak to się mówi (p. zarządzenie MS w sprawie organizacji i zakresu działania sekretariatów sądowych oraz innych działów administracji sądowej), czyli numer sprawy jest w repertorium (to taka kartka z numerami) przekreślony czy tam wzięty w kółeczko, tj.: sekretariat danego sądu ją uznaje za "nie toczącą się już". Wtedy, w takim stanie dla tych ludzi udających brak edukacji "postępowanie jest zakończone".

Tak można wnioskować z poniższego orzeczenia, jego sygnatura to VII S 2/19. Dwója symbolizuje dwóję, jaką powinni dostać. Oto bowiem stosowne orzecznictwo Sądu Najwyższego: III SPZP 1/13, na temat skarg na przewlekłość. Jak podaje Sąd Najwyższy, którym tutaj się sędzia Sądu Apelacyjnego (lekką ręką odrzucający zażalenie i jego najlepsze dowody -- dowody na to, że byłem pokrzywdzony na punkcie praw człowieka, tj. prawa do sądu) w ogóle, jak widać, nie zainteresował:
W postępowaniu ze skargi na naruszenie prawa strony do rozpoznania sprawy w postępowaniu sądowym bez nieuzasadnionej zwłoki ocenie pod kątem przewlekłości podlegają zarzuty skarżącego odnoszące się do przebiegu postępowania, od jego wszczęcia do prawomocnego zakończenia. (...) Potrzeba ochrony tak rozumianego prawa do sądu występuje więc wtedy, gdy sprawa, której postępowanie dotyczy, pozostaje wciąż w toku, tzn. nie została zakończona prawomocnym orzeczeniem. (...) Wniesienie skargi powinno zatem nastąpić w toku postępowania, po zaistnieniu stanu, który w ocenie skarżącego uzasadnia podniesione w niej zarzuty, nie później jednak niż do czasu prawomocnego zakończenia postępowania. (...) Postępowanie w sprawie trwa bowiem (jest w toku) dopóty, dopóki nie dojdzie do wydania w sprawie prawomocnego orzeczenia kończącego postępowanie (por. M. Romańska, Skarga na przewlekłość postępowania sądowego, Przegląd Sądowy 2005 nr 11-12, s. 66). Podobne stanowisko wynika z uchwały składu siedmiu sędziów Izby Wojskowej Sądu Najwyższego z dnia 31 marca 2011 r., WZP 2/10 (OSNKW 2011 nr 3, poz. 31), w której przyjęto, że tok postępowania przygotowawczego w rozumieniu art. 5 ust. 1 ustawy kończy uprawomocnienie się postanowienia o jego umorzeniu, co oznacza, że przez tok postępowania należy rozumieć jego długość od wszczęcia do prawomocnego zakończenia. Z tego, że skargę można wnieść do czasu prawomocnego rozstrzygnięcia sprawy, nie wynika, iż jej zarzuty muszą ograniczać się do aktualnej fazy postępowania, skoro (...)
Z powyższego wynika, że obowiązkiem skarżącego jest wskazanie konkretnych czynności procesowych, których sąd nie podjął lub dokonał wadliwie,
powodując w ten sposób nieuzasadnioną zwłokę w postępowaniu, a powinnością sądu rozpoznającego skargę na przewlekłość postępowania jest odniesienie się do okoliczności wskazywanych w skardze jako uzasadniające żądanie strony. Konieczność dokonania oceny terminowości czynności podejmowanych zarówno na obecnym, jak i poprzednich etapach postępowania, występuje zatem tylko wówczas, gdy skarżący wskaże konkretne zarzuty odnoszące się do tych faz postępowania. Mając powyższe na uwadze, Sąd Najwyższy w składzie powiększonym podjął uchwałę jak w sentencji.
Tyle Sąd Najwyższy, ale nasz warszawski Sąd Apelacyjny miał to w nosie, skoro przyszło rozpatrywać sprawę Piotra Niżyńskiego. Któremu sądy załatwiły kradzież 215 tys. zł i bronią teraz od lat tego jak oczka w głowie.
Oczywiście, jeśli się przyjmie, że sprawa kończy się w momencie, gdy orzeczenie sądowe nabrało cechy prawomocności, to wówczas okolicznością mającą znaczenie dla rozstrzygnięcia SKARGI NA PRZEWLEKŁOŚĆ (bo to taką skargę wniosłem, formalnie ona się nazywa "skargą na naruszenie prawa strony do rozpoznania sprawy (...) bez nieuzasadnionej zwłoki") jest to, czy orzeczenie jest prawomocne. To zaś jest definiowane przez samo prawo, czyli art. 363 § 1 Kodeksu postępowania cywilnego:
Orzeczenie sądu staje się prawomocne, jeżeli nie przysługuje co do niego środek odwoławczy lub inny środek zaskarżenia.
(i dalej tam jeszcze 2 paragrafy doprecyzowujące ten problem). Jeśli nie przysługuje zaskarżenie, to sprawa jest zakończona. Podlega więc dowodzeniu (stosownie do art. 227 Kodeksu postępowania cywilnego oraz zasady samodzielności sądu wyrażonej w art. 233 § 1 Kodeksu postępowania cywilnego, oraz do przepisów o interpretowaniu dostępnych dowodów z dokumentu: art. 244 i 245 k.p.c., występuje tzw. domniemanie zgodności z prawdą treści dokumentu urzędowego, np. jakichś notatek urzędowych z Policji) to, czy mam prawo się odwołać od nakazu zapłaty, czy nie mam. Tego na 180 tys. zł, na którym straciłem z uwagi na odsetki 215 tys. zł.

Otóż prawo do odwołania się przysługuje w terminie dwóch tygodni od doręczenia nakazu zapłaty (tak wg: art. 502 § 1 Kodeksu postępowania cywilnego). A zatem musi istnieć legalne, czyli skuteczne prawnie, doręczenie nakazu zapłaty, a później jeszcze muszą od początku dnia następnego (tak wg: art. k.c. w zw. z art. k.p.c.) względem tego doręczenia upłynąć 2 tygodnie (jest 14 kolejnych dni na złożenie w sądzie czy wysłanie pocztą sprzeciwu), by takie orzeczenie było prawomocne. Jeżeli nie doręczono legalnie, czyli skutecznie w prawie, nakazu zapłaty, to oczywiście pozostaje on wciąż zaskarżalny. Tak jest i w moim przypadku, skoro w październiku 2014 r. dostarczano go pod złym adresem, jak kilkakrotnie zaświadczała Policja, która miała w innych sprawach sądowych i prokuratorskich zadanie ustalenia mego adresu. Sprawdzała to bezpośrednio u właścicieli i robiła notatki. Widać je w aktach. Sąd to zlekceważył, czyli zlekceważył brak skutecznego, dokonanego pod moim adresem, doręczenia. Poprzestał na stwierdzeniu, że "sprawa jest zakończona, bo Sąd Okręgowy uznał, że skutecznie doręczono mi ten nakaz zapłaty".

Takie zdejmowanie z siebie obowiązku dowodzenia, badania dowodów, przejmowanie cudzych ustaleń faktycznych jest zupełnie nielegalne. W tym zaś przypadku oznacza też naruszenie Konstytucji, ponieważ art. 77 ust. 2 Konstytucji głosi, iż musi istnieć droga sądowego dochodzenia naruszonych praw i wolności, np. prawa człowieka do sądu (czyt. rzetelnego, sprawiedliwego postępowania sądowego, w którym nie jest się pomijanym, tylko dostasje się stosowne zawiadomienia; to jest już doskonale ustalona w orzecznictwach polskich i międzynarodowych sprawa, doskonale znana też w książkach). Taka droga oczywiście jest jakimś postępowaniem sądowym, to sądy same muszą dokonać swojej naprawy, jako władza odrębna od innych władz. Postępowanie sądowe zaś musi być dwuinstancyjne. Oznacza to, że jeśli sąd I instancji, którym tu był Sąd Okręgowy, upiera się, żeby mi nie dostarczyć nakazu zapłaty, bo uważa sprawę za zakończoną, to musi istnieć sposób odwołania się od tego -- do II instancji. Ta II instancja musi wtedy to badać i naprawiać błędy, dostrzegać dowody itd., wszystko musi podlegać uczciwej korekcie, jeśli jest potrzeba. Tak gwarantuje Konstytucja (art. 176 ust. 1 Konstytucji RP: "Postępowanie sądowe jest co najmniej dwuinstancyjne"). Przy tym skarga na przewlekłość jest czymś w rodzaju kolejnej instancji, ponieważ ustawa o skardze przewiduje, że rządzi się ona zasadami takimi, jak zażalenie w odpowiednim postępowaniu (czyli cywilnym lub karnym, zależnie od sprawy). Tą skargą mógłbym wygrać i uzyskać urzeczywistnienie mego prawa do sądu, poprzez -- w pierwszej kolejności -- darmowe dosłanie mi nakazu zapłaty, jeszcze raz, wraz z całym odpisem pozwu, a oni mi to uniemożliwiają. Podchodzą do sprawy "skoro przegrałeś w I instancji, uznali sprawę za zakończoną, to koniec wszystkiego". To jest nielegalne. Oto skan orzeczenia:

[wstawię za chwilę]

Sprawę mej skargi na przewlekłość opisałem tu już wcześniej w ramach wątku na temat kolejnych prób ruszenia sprawy "kradzieży sądowej" w postaci robienia sprawy sądowej bez mojego udziału i przyzwolenia i potem upierania się, że "już tylko egzekucja":
viewtopic.php?f=11&t=7388#p9225

ODPOWIEDZ