Kolejne ofiary: Z. Niżyński, Z. Niżyńska, J. Niżyński?... Byli już bliscy od strony matki: dziadek, babcia, ciocia, to w ślad za nimi ci od strony ojca są niszczeni

Jak kogoś zabije czyżby ta "centrala, z którą wszystkie Inki (HAL-inki) współpracują" i chcemy porozmawiać, to tutaj.
Typowe metody: szpital (potencjalne ofiary niech się wystrzegają za wszelką cenę! ludzie dożywają 90-ki a nawet prawie 100-ki bez lekarzy; nie idziemy do szpitala, choćby nawet korciło), poślizg samochodowy (jak ktoś szybko jeździ, np. na trasie międzymiastowej), podtruta żywność (jak ktoś kupuje w małym sklepiku osiedlowym lub nawet w hipermarkecie, ale produkt rzadko kupowany, którego jest mało w sprzedaży).
Typowe przejawy: prasa w przededniu lub rzadziej w dniu śmierci (ale pisana w przeddzień) roi się od aluzji (niekiedy są one tak zrobione, że tylko ja je rozczytam, ale to rzadko) -- ALBO alternatywnie to przede wszystkim data zgonu jest specyficzna, jest w specyficznym stosunku do np. urodzin, liczba dni życia jest okrągła itp.
piotrniz
Site Admin
Posty: 90
Rejestracja: śr mar 18, 2015 1:11 pm

Kolejne ofiary: Z. Niżyński, Z. Niżyńska, J. Niżyński?... Byli już bliscy od strony matki: dziadek, babcia, ciocia, to w ślad za nimi ci od strony ojca są niszczeni

Postautor: piotrniz » sob maja 05, 2018 8:33 pm

Od dłuższego czasu spikerzy zwracali mi uwagę, że jeszcze (poza Henrykiem, Lucyną, Anną, co objaśniam na blogu w przypisach wpisu o sądach) zostali z państwowej inspiracji zabici moi dziadkowie także od strony ojca. JEST TO BARDZO MOŻLIWE (pamiętajmy o sprawie Inki, czyli znanej kryminalistki Haliny, która byłego [co za różnica, były/przyszły to podobne pojęcia...] ministra SPR, Sportu mianowicie [może to o mojej współpracy przy skoczni narciarskiej?...] wydała zabójcom -- to przecież jakby pierwowzór obecnych kobiet-galerianek i pracownic także mniejszych obiektów niż hale, "halin" różnych... co większych lokali gastronomicznych itp. -- choćby dlatego, ze względu na podobieństwo tej sprawy do tego, co dziś powszechne, nie sądzę, że błądzi ten, kto tych "spikerów", centralnych operatorów podsłuchu z ICQ uważa właśnie za samych MORDERCÓW, którym się mnie wydaje, którym się opowiada, gdzie ja się znajduję, żeby mnie brali na podsłuch, także: dostarcza się im wygląd mych ekraników, a więc w każdym razie: uważa ich za morderców, a nie tylko jakichś pomocników morderców; np. wielokrotnie przyznawał mi się jakiś koleś do zabicia mej cioci), WIĘC ZAINTERESOWAŁEM SIĘ TYM i okazało się, że i oni zmarli w szpitalach lub pod ich wpływem. Dziadek przykładowo zapisał się do szpitala, co było dosyć głupim pomysłem rodziny i dającym się wyjaśnić tylko działaniem przekazu podprogowego (sami sobie poniekąd zgotowali taki los!), po czym zmarł w ciągu ok. 2 tygodni. Aż chce się zacytować słowa Gazety Wyborczej bodajże z dnia czy przedednia śmierci Lucyny Uzdowskiej, tytuł ich artykułu: "Idź do terapeuty, gdy życie za bardzo boli" (w oryginale tam było: "Idź do psychoterapeuty, gdy życie za bardzo boli"). Samobójstwo po prostu. Przecież ambulanse to za mną codziennie jeżdżą w ilości nawet kilku, a zwłaszcza w dni robocze. Szpitale to już nie to, co kiedyś, zresztą one od dawna też prześladowały: Wacław Niżyński, zrobiony na klona Nietzschego, przecież i nazwisko jakby jego ("Niczyński"), i pół-Polak jakoby (średnio mówił po polsku podobno), i na końcu jakoby chory psychicznie, i -- wreszcie -- tancerz (a w Zaratustrze filozof Nietzsche pisał: "Uwierzyłbym tylko w Boga, który by tańczyć potrafił" -- swoją drogą cóż za reklama akurat względnie nudnej książki Nietzschego!... trafnie pomyślane, zareklamujmy ewentualnie w przyszłości to, czego może akurat nie będzie się wam chciało czytać), ów Wacław był bodajże w szpitalu psychiatrycznym przetrzymywany, a potem przyszedł kapłan Wyszyński i zajął archidiecezję warszawską i gnieźnieńską stając się prymasem...

Podobny los szpitalny, co tego mego dziadka od strony ojca (dziadek Zbigniew), wystąpił zresztą w przypadku jakiejś żony Jacka Borkowskiego, aktora serialu Klan, która to zmarła w podobnym trybie zaledwie 3 tygodnie po zapisaniu się do szpitala (w międzyczasie zdiagnozowano u niej białaczkę), tak, iż w dniu otrąbionej śmierci "Bogusia" Kaczyńskiego (jak go zawsze nazywał mój ojciec) w szpitalu, kiedy to prasa (Super Express) krzyczała na okładce: "Udar zabił Bogusława Kaczyńskiego" (mam nagranie z robotnikami z tego samego dnia, w którym on umarł, jak to nie chcieli wcześniej aż pracować, tak ciężko się rozkopywało twardą glebę, i obiecali przynieść na drugi dzień młot udarowy, co też nastąpiło...), obok była też informacja o pogrzebie tej żony. Do kompletu. To zresztą kolejny przykład bodajże zabijania ludzi z serialu Klan. I trzecia informacja na okładce -- coś o Krajewskim, a więc tym, kto mnie w moim odczuciu niemalże ukradł sądownie (raz, że hiperzawyżone ceny, dwa, że zły adres) koniec końców 214589 zł 6 gr, które zapłacłem pod przymusem egzekucyjnym. Patrz wpis tutaj na forum.
W podobnym trybie zmarł też Włodzimierz Ławniczak, prezes TVP następujący po tym, który rządził za czasów zamachu smoleńskiego. Nawet go chyba nie zdążyli zarejestrować, a już leżał w szpitalu; najwyżej ok. 4 miesiące po desygnowaniu na prezesa zmarł. Szpitale to generalnie miejsca, gdzie człowieka najprościej zabić, np. zatrutym lekiem. Zabójstw tych było w samej tylko Polsce mnóstwo, odsyłam do ogólnej listy z ofiarami grupy watykańskiej. Także tu na forum w dziale "Prokuratury i sądy o dochodzeniach i śledztwach" jest temat "Morderstwa", w którym kilka przykładów ze szpitali omawiam. Tego jest dużo więcej. Jak się zdaje zabili np. Agnieszkę Kotulankę, aktorkę z Klanu. To zapewne za sprawą uzgodnień przez ICQ, ponoć nawet w Watykanie mających swe korzenie (papież ma podobno jakiegoś swego rzecznika, mianowicie w mediach watykańskich, może tego Majewskego -- nazwisko zupełnie jak pewien generał w polskim wojsku, swoją drogą bardzo zainteresowany Smoleńskiem i lotnictwem), choć to wersja "tych najgorszych diabłów", z którymi wszakże tyle Polaków współpracuje, czyli wersja spikerów "telewizyjnych" -- głównych operatorów podsłuchu na mnie.

Dziadek zmarł w 2012 r. jeszcze przed początkiem tortury, a babcia w pierwszych miesiącach 2013 r. (mass media polskie wtedy zamiast mi pomagać pewnie były zajęte tym, żeby broń Boże nie nagłośnić tego skandalu z zabijaniem... dobrze zgaduję? takie to myśli tym toleratorom dręczenia i tortury po głowach chodziły?... to by się dobrze wpisywało w schemat ich zachowania, totalnie aspołecznego i antychrześcijańskiego). Na marginesie dodam, że i ojciec mój J. Niżyński może zostać zamordowany, gdyż przy okazji zabójstw i bodajże dziadka, i babci, a może i cioci (musiałbym zajrzeć w moje dokumenty...), mam tu teraz na myśli tych od strony matki, Gazeta Wyborcza miała bzika na punkcie liczby 56, szczególnie często padała w artykułach; żadna inna o takim rzędzie wielkości (tj. przybliżonym na oko logarytmie) się tak nie powtarzała, nawet po kilka razy w tym samym wydaniu. A to rok urodzenia mego ojca. Padała ta liczba czy to wprost w kontekście pracy, czy także metaforycznie w kontekście dobrowolnych odejść z Kościoła (ja tatę zresztą zawsze nazywałem "ojcem"... musiałbym przejrzeć te dokumenty). Musiałbym to sprawdzić, ale kontekst był jasny: trochę pogróżkowy, trochę religijny. Wierność TV zresztą nie ma tu nic do rzeczy -- oni swych własnych ludzi zabijać potrafią, np. miliarderów -- jest to w ogóle głupia kwestia ten temat "subordynacji" zważywszy na to, że oni sobie przekazem podprogowym każdego mogą ustawić po swojej myśli, to tylko kwestia obmyślenia argumentów albo zorganizowania warunków do tego, by one istniały (jak np. w przypadku matki, która straciła źródło utrzymania w postaci płaconych jej przeze mnie darowizn; wystarczyło zorganizować, bym się z nią o coś pokłócił, i voila -- powstały warunki do tego, by był powód, by ją "leczyć", co od dawna planowano i co może nawet przyświecało imieniu jej syna: Michał; przecież na drodze do słynnych Tworek, jak się jedzie PKP, są po drodze "MICHAŁowice" i "Reguły", zaś w Pruszkowie przy dworcu są strzałki uliczne, drogowskazy na Pogotowie oraz na... "ulicę Ewy" -- cóż za inteligentna nazwa, jaka szkoda, że bez konkretnego nazwiska; ja jestem Piotr, bo musiałem być Piotr -- "Piotr Niczyński" to przecież jak "papież nietzscheanin", bo papież to inaczej następca św. Piotra, a każdy taki Piotr, jak ja, jest swego rodzaju następcą tego świętego, bo przez wzgląd na niego obchodzi imieniny -- natomiast czy Michała imię też dobrano? wskazuje na taką możliwość w każdym razie jego albinizm, taki, jak mój, oraz specyficzna data urodzenia, taka, iż dzień miesiąca, w którym on obchodzi(ł) urodziny, jest o 1 mniejszy od mego, a to przecież mój starszy brat (jestem przez to jakby jego kontynuacją), a tak poza tym urodziny ma pół roku wcześniej, okrągłe pół roku -- to raczej nie jest przypadek; skoro albinizm i podmiana w szpitalu, to i dobrana data urodzin, a w takim razie dlaczego by nie ustawić także imienia?... "ten, co to w szpitalu psychiatrycznym zamykać będzie"...). W przypadku grupy przestępczej związanej z TV nieważne jest to, czy się jest wiernym, bo oni potrafią zabijać samoloty Bogu ducha winnych ludzi, jak np. ten malezyjski, tylko ważne jest to, czy jest okazja, by być zabitym. To zależy od doboru metody. Zaś metodę dobiera się do ofiary. Nie można ofiary za bardzo nobilitować tym, że aż ją ktoś zabija np. bronią palną czy zamachem nożownika. Tak się robi w przypadku ludzi o odpowiednim "statusie społecznym" w oczach tej grupy, np. z księdzem (ksiądz do pary z prymicją Szydło, księża w Afryce, Popiełuszko itp.) czy dziennikarzem (np. Łukasz Masiak czy redaktorzy z Charlie Hebdo, a być może i to z tej grupy jest, chociaż trzeba by posprawdzać, póki co nie odnotowałem tego na liście ofiar, bo nie wiem). Tym bardziej zaś do zwykłego człowieka, który jest tylko wariatem i głupoty gada, w związku z czym nie może mieć wrogów, się nie strzela, do Piotra Niżyńskiego nikt strzelać nie będzie, bo to by tylko potwierdziło, że jest ofiarą. Prawda? Bez sensu. W związku z tym trzeba dobierać metody do ofiary. Typową ofiarę zabija się skrytobójczo. Żeby później rodzina nie mogła brylować w mediach i żeby nie było trudności ze znalezieniem wykonawców, żeby nie trzeba było aż wielkiego poruszenia w państwie robić w związku z potrzebą znalezienia wykonawcy morderstwa. Typowe zaś metody skrytobójstwa to (a) szpital, (b) poślizg samochodowy (mnie się np. minimum 4 razy zdarzał w jednym roku, w tym zupełnym latem w górach meksykańskich, gdzie łatwo spaść w rów do doliny, zresztą chyba nawet widziałem wylewający się olej albo co najmniej miałem takie myśli wtedy), (c) rzadziej też (np. Henryk Uzdowski, mój dziadek): podtruta żywność, rzadki produkt kupiony w sklepiku na osiedlu. Szantaż karnoskarbowy w odniesieniu do przedsiębiorcy z grupy skarbowej ("jest to" plus minus to samo, co telewizyjna, chodzi tu głównie o przedsiębiorców i kierownictwo) czyni taki plan jak najbardziej realnym. A zatem: aby nie paść ofiarą "telewizji" należy po pierwsze przykładać się jakoś do walki z nią i ją popierać, a po drugie unikać ZACHOWAŃ, które umożliwiają łatwe zabójstwo. Nie prosić się o nie po prostu. "Idź do terapeuty, gdy życie za bardzo boli" -- cóż za szczere słowa... Tak zmarli Kulczyk i Gudzowaty, dla przykładu, a może to spotkać i innych.

Szpitali żadnych w każdym razie nie polecam ani szybkiej jazdy samochodem między miastami, ani kupowania żywności w małych sklepikach osiedlowych czy, dajmy na to, rzadkich produktów, których na półce sklepu jest raptem kilka lub które rzadko ktoś kupuje.
Szpital to specyficzna instytucja. Oni mają ciągle styczność z granicą życia i śmierci (uwaga na marginesie: podobno "o życiu", "o śmierci" pisywał w późnych latach W. Niżyński... ciekawe). Jeden pacjent mniej, jeden więcej -- co za różnica, że tego akurat nie "uratuję", a nawet przeciwnie?... Niby moralnie powinna to być różnica, ale patrząc z zewnątrz -- żadna. Jest to standard, tak czy owak. A zarazem: skoro szpital nie płaci podatków i można ich wszystkich zamknąć, bo np. lekarzom nie opłaca się PIT-u i świadomie biorą kasę z niepłaconych podatków, co oznacza przyjmowanie korzyści z przestępstwa, skoro dyrekcja boi się więzienia i jest na łasce rządu, skoro media wszystko kryją, a personel jest skryminalizowany ("monitorują", podsłuchują, może nawet sczytują położenie Piotra z kamer) -- to czemu by nie zabili? Pewnie nie każdy chce w to wejść, ale jeśli to jedyna szansa, by uratować siebie i swój zakład pracy przed "gromem z jasnego nieba", który nań może spaść, to chętni jak najbardziej mogą się znaleźć. Stąd więc pochodzi szczególna łatwość i zarazem wygoda, jednym słowem: odpowiedniość (rozum, spryt), przeprowadzania zabójstw właśnie w szpitalach. I KAI np. w dniu śmierci cioci o tym pisał. Wszystkie jego artykuły były jakby o tym. Dokładne omówienie sprawy zgonów mego dziadka, babci, cioci jest w aktach sądowych w związku ze sprawą pozwanego szpitala psychiatrycznego, w którym niesłusznie przetrzymują mą matkę. Wykazuję tam dokładnie, skąd można czerpać przekonanie, że istnieje prawdopodobieństwo, że dochodziło do zabójstw.

Ojca przecież już dawniej śledzono i trzymano na podsłuchu, trafił kiedyś (1) na Korwina-Mikke, z którym rozmawiał, niezbyt to pewnie był przypadek, tym bardziej, że to chyba w pociągu czy tego typu środku lokomocji zbiorowej, a typowy człowiek w wieku mego ojca niezbyt takimi jeździ, potem jeszcze kiedyś trafił (2) na Kasię Tusk, z którą się z kolei fotografował, a w dodatku pewnie (3) mu podprogowo nasyłali myśli, by nakłaniał Michała do ubezwłasnowolnienia mej mamy (podprogowe manipulacje też typowo idą w parze z podsłuchiwaniem, to są 2 funkcje tego samego globalnego systemu bodajże amerykańskiego, który trzeba by utożsamić ze słynnym "Echelonem") -- samego Michała też pewnie śledzili, by mu podprogowo nasyłać, jaka to genialna myśl jest... i żeby spełnił swą misję zapisaną w jego imieniu, o czym nawet nie wiedział... pewnie jeszcze miał nacisk z pracy -- a przecież "w to graj" grupie watykańskiej, tego oni chcieli: potrzebowali ubezwłasnowolnić mą matkę chcąc ją bardziej wiarygodnie, wygodnie i z większymi pozorami prawa hospitalizować (trudniej też odkręcić coś takiego), by następnie później zabić ustalonego dnia 6. IV 2021 r. Jest to akurat dzień utrwalony w jej dacie urodzenia (choć może z niego zrezygnują); dziwnym trafem wtedy też będzie ta data urodzenia, wspólnie z długościami po dodaniu ich do odpowiednich członów dot. narodzin, wskazywać na dzień zgonu tak, iż pasować on będzie do ciągu cyfr od 1 do 6 -- pasować tak, jak jeszcze jej matce, Lucynie Uzdowskiej (11,23 4-4,5-6 to jej, tzn. LU, pary dla zgonu,narodzin: pary najpierw lat, a potem dnia-miesiąca, jako że zmarła w 2011 i 4.4, a urodziła się w 1923 i 5.6); to przejaw tego, że już w latach 50-tych, a nawet 20-tych, ustawiano bodajże daty urodzenia dzieci u mych tzw. przodków (przyszywanych; abstrahuję tu od kwestii podmienienia mnie i mego brata w szpitalu na albinosy, należy to uznać za najprawdopodobniejsze wytłumaczenie zarówno albinizmu, jak i zbieżności z datą urodzenia pana Petrus-Ni, czyli PertiNiego: Sandro Pertini to włoski XX-wieczny prezydent, a jego data urodzenia jest jak moja, tyle że 2 środkowe cyfry roku są na przeciwnych miejscach niż u mnie). TV ma bodajże, co spikerzy sami podsuwają, od dawna historię śledzenia także mych przodków -- w takich sytuacjach oryginalne wcześniaki po takim ustawionym porodzie, w wyniku wpływów podprogowych podsuniętym (ofiara ma skurcze itp., korci ją, by iść do szpitala), umierają (zupełnie jak przy jakiejś aborcji...), a szpital w czasie, gdy się dziecko rzekomo myje, daje matce innego noworodka (w przypadku Tomasza Niżyńskiego tego nie było, więc jest w odpisie pełnym aktu urodzenia adnotacja "dziecko martwo urodzone"); otóż moja mama dziwnym trafem ma datę urodzenia z miesiącem-dniem 1-2 i rokiem 55 -- ba, nawet "bardzo dziwnym trafem", jeśli chcieć w tym widzieć traf! jest to wręcz skrajnie nieprawdopodobne -- wyjaśniam: da się z tego zrobić 12345566 (1-2,3-4 55,66 -- najpierw pary dzień-miesiąc, potem po odstępie lata, przy czym przecinek ma tu zawsze po lewej stronie część daty urodzin, a po prawej przesunięcie czasowe do zgonu, "długość życia" w odpowiednich jednostkach). Przy takim układzie będzie przecież na nekrologach: "żyła 66 lat", jak liczba szatana 666, zaś na podobnej zasadzie wychodzi przez dodawanie, tj. doliczenie długości, dzień 6. IV, czyli rocznica śmierci "wybitnego artysty Rafaela Santi", którego to postać -- z racji nazwiska Santi (ilekroć kogoś zabijali w rodzinie od strony mamy: Henryka, Lucynę, Annę, był m. in. temat beatyfikacji w mediach... a także temat prymasa lub Gniezna, a jeszcze oprócz tego każdorazowo temat "jedności Kościoła") -- postać, powtórzmy, artysty nazwiskiem Santi, pewnie w ogóle była początkiem tych staropapieskich dywagacji o datach urodzenia, a także o Mliczewskich i Uzdowskich, czyli patrząc na rdzeń słowotwórczy: o "mleku" i "ustach". Albowiem ten dzień (6. kwietnia) ma wiele wspólnego z "pozycją seksualną 69": 269 dni do końca roku, a sam jest w 96-tym dniu roku; myślałem o różnych konfiguracjach tego, jak to wszystko papież zdołał tak sprytnie wykombinować, że zarazem (oprócz tych cyfr od 1 do 6) babcia zmarła w roku +13+75 względem swych urodzin i w dniu 1375-ej rocznicy śmierci Izydora z Sewilli, że przy tym jeszcze istniała tancerka Izadora Duncan, co zresztą między wierszami media podchwytywały przy zabijaniu mej rodziny (jeśli się nie znalazła sama z siebie, to może ktoś ją inspirował, by interesowała się baletem i komponowaniem...), i że babcia i mama miały tak dobre daty urodzenia, także w kontekście nazwisk rodowych dziadków od strony mamy (właśnie Mliczewska i Uzdowski): jak to możliwe? -- i stanęło na tym, że specjalnie takie dziecko zorganizowano Mliczewskim, z datą Lucyny Uzdowskiej (z domu Mliczewskiej), a następnie ślub Lucyny Uzdowskiej (z domu Mliczewskiej) z Henrykiem Uzdowskim (wtedy to powstanie ważny związek "mleka" z "ustami") -- następnie też później kolejno m. in. przekazem podprogowym ustawiono datę narodzin Ewy Uzdowskiej (w rzeczywistości wcale genetycznie nie córki Lucyny i Henryka, podobnie jak Lucyna nie była genetycznie córką swych oficjalnych rodziców...), zawód Ewy Uzdowskiej (artystka, by pasował do Santiego), wreszcie także ślub jej z Januszem Niżyńskim; przekaz podprogowy musiał w tym wszystkim grać istotną rolę. A są to sprawy sięgające lat 20-tych (to jak najbardziej możliwe, bo przykładowo mikrofony elektryczne konstruowano już w XIX wieku, w latach 70-tych, a głośniki elektryczne w miarę współczesne już w 1906 r. i stosowano je wkrótce także do nagłośnienia -- więc jak najbardziej można było np. zorganizować odpowiedniego sąsiada w kamienicy, jeśli tylko dałoby się to politycznie załatwić). "Palo Alto" (Polo-Alto, "stara polska sprawa") jako nazwa miejsca będącego źrodłem sieci "pogłosek", czyli wirusowego rozchodzenia się informacji w społeczeństwie -- mam tu na myśli ten nowy wielki wynalazek, czyli Facebook -- zdaje się też potwierdzać starość sprawy. "Nie idźcie tak bardzo tropem amerykańskim, tu są inne sprawy, Facebook, tak jak Microsoft i Agilent [zgłaszali się do mnie przy okazji rekrutacji do gazety jacyś dyrektorzy z tych firm, ta druga pod swą główną nazwą: Hewlett-Packard, ale też jest z Palo-Alto], to wszystko 'wątek pomówieniowy' -- prawdziwa sprawa jest w Polsce, to stara polska sprawa podsłuchowa". (Do tworzenia Facebooka to może swoją drogą rząd w USA kogoś zaprosił, jakiegoś z inicjałami MZ, jak pliki wykonywalne w komputerach, co część ludzi ze mną pomówieniowo kojarzy, i z tej miejscowości...)

W każdym razie przypominam, że babcia Lucyna Uzdowska miała daty zgonu i urodzin też tworzące ciąg 11234456, a więc od 1 do 6, a w przypadku mamy też się na to zanosi -- jest ta możliwość (ciocia również miała specyficzną datę urodzenia, która pozwoliła, by data zgonu była zarazem przedziałem lat 20 02 2012 i by z drugiej strony długość życia to było okrągłe 2800 tygodni albo 140 do kwadratu dni). Któryś tam papież, może Benedykt XV, a może Leon z XIX w., rozumował tak oto, wymieniając tu od rzeczy wcześniejszych do późniejszych:

  • Ja jestem niewierzący, tylko tego oczywiście nie można powiedzieć, niech będzie to sekret na przyszłość. Wykreujmy jakąś postać, którą będziemy prześladować. Tak na przyszłość. (W tle chodzi im tu po głowie fakt, że istnieje przekaz podprogowy i da się człowiekowi podobno nawet wrażenia imputować. A więc np. skurcze porodowe.) Bo dla Kościoła jednostki, przede wszystkim Chrystus, ale i inni, są bardzo ważne. Jakiś wielki człowiek do zrobienia itp., jego przodkowie. WNIOSEK: Zainteresuję się datami narodzin i zgonów itp., tego typu numerologią życia człowieka (skojarzenie: 666 liczba szatana), opartymi na kolejnych cyfrach.
    [[Mój komentarz: Dodane wskutek refleksji co do długości życia, o której mowa dalej w tekście po tej liście]
  • Kolejne postaci z kalendarium: Izydor z Sewilli 4.04 (nadaje się, toteż patrzymy na niego i na kalendarium: bo wyjdzie z tego 44 w ciągu niemalejącym cyfr różniących się o najwyżej 1 od poprzedniej), ..., jakiś święty zmarł 6.04, ale wtedy zmarł też Rafael Santi. Miesiąc kwiecień (4) i dzień szósty (6) mają to do siebie, że można je przedstawić jako sumy 4=1+3 i 6=2+4. Stąd 1234 itd. Pierwsze 2 cyfry to jakiś może miesiąc-dzień narodzin, dalej mamy to, co trzeba dodać, wtedy wyjdzie śmierć w rocznicę Śmierci Wybitnego Artysty. Brakuje tylko lat, pasuje tu 5678 albo 5566. Dziecko urodzone w 1955 przeżyje 66 lat, dziecko urodzone w 1956 przeżyje 78 lat. Może jeszcze na wszelki wypadek jakąś inną rodzinkę się zorganizuje, bo mogłoby być 2 chłopców pod rząd, najpierw w 1955 chłopiec, potem znowu w 1956 chłopiec, to już kurczę nie wiem, co wtedy się wymyśli - poszukajmy jakiejś innej opcji na wszelki wypadek.
    [Mój komentarz: ja niestety nie wiem, jeśli w ogóle takowa opcja była, kim oni się jeszcze tak zajęli i komu np. wykreowali narodziny potomka w odpowiednim dniu itp. Zapewne innym rodzinom podobnie się nazywającym.]
  • Szczególna trafność daty 12345566, jeśli stosuje się tu dodawanie yyyy-01-02 i xx-03-04 = yyyy-04-06 (6-ty kwietnia), a wtedy rok zgonu 2021 i data 6.04.2021, tkwi w tym, że zarówno cała ta data jest przesunięta o 1 dzień względem okrągłej, bo ktoś rodzi się 2. stycznia, czyli dzień po nowym roku, jak i długość życia jest prawie okrągła, lecz też przesunięta o 1, bo jest to długość życia 24201 dni. Zwracanie uwagi na tego typu kalkulacje będzie później pobrzmiewać przy dobraniu daty ciotki, bo też miała okrągłą długość życia i specyficzną przy tym datę śmierci pasującą na przedział lat. Przy tym z 24201 można też zrobić "kolejność zabijania": ktoś tam -- dwója, czwórka, bo udane 123456, potem znowu dwója (tu pewnie ta ciocia), a matkę zostawmy na koniec, zobaczymy, co z informatykiem. To może późniejsza interpretacja. W każdym razie matka nadaje się na sam koniec.
  • Zarazem dzień 6.04 ma to do siebie (co podają różne kalendaria), że jest 96-tym dniem roku i do końca roku pozostało 269 dni. Pobrzmiewa tu więc temat pozycji seksualnej 69, a także zwracania się do siebie plecami. I to ten Rafael Santi taki święty, że wtedy umarł (a malował pewnie, jak to w renesansie, kobiety co najmniej dosyć luźno ubrane). Hmm. To jest niezłe, aczkolwiek to raczej dzieciaki się dopatrują takich rzeczy i podniecają nimi. No ale w każdym razie w miarę znane, to wykorzystajmy ten wariant.
  • Fajny w ogóle ten Santi. Cóż za ładne nazwisko! I artysta. Wśród artystów największe szanse na świętość mają być może muzycy. Plastycy już niezbyt są w modzie, trudno im zarobić. Literatom także, przy tym oni dużo czytają, jeszcze by się w Biblii zaczytywali, powątpiewali... Do pisarstwa poza tym trzeba mieć zacięcie. Może jakaś inna branża. Natomiast artysta muzyk musi ciągle ćwiczyć, nawet godziny dziennie czy przynajmniej np. godzinkę, a chętnie więcej, generalnie więc to taki człowiek nadaje się do tego, by być świętym i za dużo o religii też nie myśleć, broń Boże krytycznie, tylko ją po prostu praktykować, a tak poza tym harówka i rodzina na głowie. W każdym razie: Rafael Santi to fajna postać, kojarzy się ze świętością. A kiedy umarł? 6. kwietnia. Idealny spośród tych fajnych dat na kolejnych cyfrach opartych, zważywszy jeszcze na to wspomniane odpowiadanie przesunięcia +1 w długości życia identycznemu przesunięciu w dacie urodzenia (względem Nowego Roku).
  • 69 może nie przejawiają się tak idealnie, średnio dobry to traf, ale też jest. Jakieś może mleko i usta itp. się załatwi na przodków (wstępnie różne tego typu nazwiska wchodzą w grę, bo trzeba trafić w płci dzieci) zamiast normalnej rodziny, jakieś konotacje seksualne, wtedy tym mniej będzie się to przyszłym pokoleniom z papiestwem kojarzyć. Co papież może wiedzieć o liczbie 69 albo przy niej kombinować, zresztą to nierealne jakieś tu machinacje robić... Może uwierzą, że to zrządzenie Ducha Świętego! Hihi. Ważne postaci kreujemy, może dzięki nim Kościół zostanie pokonany.
    [Mój komentarz: już prędzej nadaje się to na zrządzenie diabła. Te ustawiane daty nic tylko szerzą podejrzliwość. Budzą nieufność do Kościoła.]
  • Skoro mamy już postać z roku 1955 (porównajmy z futurystyczną powieścią Orwella Rok 1984, może jakoś przez papieży inspirowaną, bo przecież np. Popiełuszkę zabito w tymże "orwellowskim" roku, kojarzącym się z Wielkim Bratem, z podsłuchami...), to teraz jeszcze przydałoby się, by miała przodków Mleko i Usta albo innych tego typu. Tutaj jest wiele rodzin do wyboru i dzięki temu w którejś na pewno te płci, które są pożądane, dla odpowiednich potomków w odpowiednich datach się udadzą. Ale nie wystarczy to, też samym tym przodkom (rodzicom postaci z, powiedzmy, 1955 r.) jakąś datę urodzenia załatwmy. To będzie matka Piotra Niżyńskiego, a tamto jej rodzice. Babcia Piotrowi będzie zabita, będzie jeszcze kiedyś z tego wielki skandal, pokaże on, od jak dawna nie wierzymy. Jaką tu u Mliczewskich/Ustowskich (czy innych takich... podobne może nazwisko, wiele niezależnie pewnie rodzin ustawiano, bo płeć może się nie udać), jaką załatwić datę urodzenia? Najlepiej oczywiście też na cyfrach od 1 do 6! Poszukajmy opcji. Tym się przecież od początku zajmujemy.
  • Idea: oczywiście skrajnie łatwo napisać sobie datę od 1 do 6 i nawet nie stymulować poród w takiej dacie, tylko po prostu takiego kogoś znaleźć. W takim układzie dopiero w latach 50-tych byłby potrzebny przekaz podprogowy: mianowicie w rodzinie (małżeństwie) osób, z których jedno ma taką datę urodzenia. Da się oczywiście kogoś takiego znaleźć, kto ma datę na cyfrach kolejnych od 1 do 6 opartą (Kościół ma swoje metryki), i jego małżeństwo. Ale by kiedyś w przyszłości pokazać, że my już teraz prześladujemy i znamy przekaz podprogowy, a także -- by pokazać, że jesteśmy głębocy w rozumowej refleksji nad Bogiem, zróbmy sprytniej i niech będą 2 pieczenie na jednym ogniu -- jedno dobrane pod efekt, którego chcemy, to może się uda coś jeszcze ustawić! (Uwaga na marginesie: kojarzy się to z filozofią historii. Jeśli by nawet dało się załatwić-zorganizować taką historię świata, że ma konkretny wynik w jakimś momencie, to dostroić ją dodatkowo tak, że coś tam jeszcze się ustawi, innego dnia, w innym miejscu, wydaje się już niemożliwe. Jest to argument przeciwko planom Bożym; Bóg może się jawić jako nieco ubezwłasnowolniony w świecie, w którym nie ma na każdym kroku jakichś cudów... Albowiem, mając daną historię świata czy odpowiedni interesujący nas jej fragment, zauważmy, że gdyby jedno miało tutaj być inaczej, wszystko musiałoby być inaczej, także wstecz. Może nie totalnie, bo mało istotne rzeczy tracą na znaczeniu, jest to wyraz zarówno działania inteligencji ludzkiej, której kluczową cechą jest odporność na przypadki i determinacja, jak i nawet inteligencji przyrody nieożywionej wyrażającej się np. w doborze naturalnym, w selekcji. Ale generalnie gdyby chcieć jedno w historii mieć inaczej, trzeba by zaraz zabrać się za jego przyczyny i następstwa i zmiany rozchodziłyby się na przeszłość i przyszłość odmieniając ją. W ten zaś sposób psujemy z kolei to, co było już ustawione, w końcu okazuje się, że te przyczyny, które łapały za kończynę poprzednio upatrzone skutki, już nie istnieją itd... Jest to bardzo ważna, jak mniemam, kwestia w filozoficznej debacie teizm-ateizm. Nie trzeba nawet podnosić problemu rozwoju z małego zarodka na podstawie jasno określonych transformacji wynikających z praw przyrody, które nie mają szans wytworzyć końcowego bardzo rozbudowanego obrazu wedle dowolnego zamysłu, nie trzeba rozważać, na ile w ogóle jest taki "zarodek" wszechświata i na ile jest on wyzuty z informacji mających znaczenie dla jego przyszłości. Nie mam tu oczywiście, w tej dygresji co do układania historii pod konkretne efekty, w założeniu zupełnego determinizmu [pewnie zaraz wielu chętnie wytykałoby to jako zarzut], bo w to bynajmniej nie trzeba wierzyć -- wystarczy, że istnieją jakieś powiązania. Jakieś powiązania, jakieś warunki konieczne tego, co się dzieje, będące w przeszłości, to chyba każdy rozsądny człowiek uznaje. W ogóle to zabierając się do filozofii historii dobrze jest chociaż znać taką kwestię, jak tzw. dylemat determinizmu. Istnieje też pokrewna krytyka wolności woli oparta na nieskończonej regresji, które w sumie pozwalają faktycznie uznać "przypadkowe" za "przypadkowe" w sensie pozaświadomego, w każdym razie tak by było w duchu filozofii nietzscheańskiej, aczkolwiek to już poniekąd niekonieczne refleksji po spojrzeniu na tę filozofię i na kwestię wolności woli w filozofii.)
  • Spójrzmy teraz na Izydora z Sewilli i jego rocznice (rozważali tak samo też może inne opcje z tego typu ciągiem cyfr). Przeglądając te wszystkie rocznice, które są późne przecież, 4-cyfrowe, można sumować pary i jest jakaś długość życia. Dla każdego roku zgonu i dnia 4.04 (ewentualnie w ostateczności może to być dzień narodzin, a nie zgonu, ale to w ostateczności, jeśli się nie uda normalnie) można na tej zasadzie dobrać rok urodzin i odwrotnie, dla roku urodzin -- rok zgonu. Np. Nietzsche nieco przyczepił się pojedynczym zdaniem w "Antychryście" liczenia czasu od narodzin Chrystusa, to można by też liczyć lata od narodzin babci Niżyńskiego, z jej roku urodzenia zrobić "rok 0". XY-ta rocznica Izydora przyświecać będzie zgonowi babci w roku X+Y. Brawo.
    [Mój komentarz: tylko pomyślcie, co by nasz Sejm z tego zrobił, gdyby 4.04 to były urodziny, a nie zgon. Też tak się da. Byłby wtedy u nas cały rok Izydora z Sewilli. Czemu nie?...]
  • Przechodząc więc do kwestii KONKRETNYCH dat: można u Izydora (sąsiedniego względem Santiego, było pewnie jeszcze kilka innych opcji tego typu, tj. na kolejnych cyfrach) znaleźć taką rocznicę (jak się okazuje, nawet okrągłą, czyli w grę wchodzi np. tylko co 5-ta), że cyfry będą kolejne lub identyczne. Dla danej rozpatrywanej daty zgonu (wchodzą w grę lata 2-cyfrowe z kolejnymi lub identycznymi cyframi) prawdopodobieństwo takiego roku urodzenia, że cyfry są identyczne lub kolejne, wynosi 2:10, czyli 1:5. Zauważmy, że skoro aż co 5-ty taki jest, to łatwo znaleźć taki (w sposób konieczny wyliczony na podstawie nru rocznicy Izydora) rok do pary. Wyjdzie więc także 123456 w odpowiednim układzie. Będą te daty dla babci. Typowo, skoro chce się okrągłej rocznicy, fluktuacja w długości życia wynosić tu więc będzie ok. 20 lat, tyle, jak można oczekiwać, jest pod znakiem zapytania (co 5-ta rocznica i przy 5 próbach losowo jedna odpowiednia się powinna zdarzyć, czyli opcje +0, +5, +10, +15, +20 lat wchodzą w grę względem pewnej podstawowej długości życia). Przy tym przy rocznicach okrągłych rozumianych jako podzielne przez 5 (rocznica 1360-ta, 1365-ta itd. Izydora z Sewilli -- przypominam, że babcia koniec końców zmarła w jego 1375-tą rocznicę, w roku +13+75 względem jej narodzin...) mamy przede wszystkim jako co drugą rocznice przesuwające pierwszą cyfrę roku dwucyfrowego, przy czym druga pozostaje bez zmian, co pozwala na dostrojenie cyfr do siebie, oraz przyspieszające to dostrajanie przesuwanie przy co 2-ej rocznicy drugiej cyfry o 5. Z pewnością pozwala to trafić w końcu losowo -- i to bez długiego czekania -- w odpowiedni drugi rok związany z życiem i śmiercią (porównaj: pisma Wacława Niżyńskiego pod koniec życia uznawane za jakiś przejaw jego nienormalności...) taki, że skoro jeden ustawiamy na dobry, czyli z cyframi identycznymi lub kolejnymi, to i drugi koniecznie podyktowany numerem rocznicy też będzie taki.
  • Daty znaleziono, dosyć pasujące do tych u mej matki, bo też "ciągowe", tworzące ciąg cyfr (ale zauważmy, jaka dziwna sytuacja! babcia miała 2 córki, pierwszą w wieku 31 lat, drugą w wieku 33 lat, czyli bardzo późno, zwłaszcza, jak na tradycyjne społeczeństwa katolickie; wynika to stąd, że nie tak łatwo było znaleźć datę, daje się odczuć to "co 5-ta tylko" w połączeniu z tym, że "zafiksowana", "ustalona" była już data dla mej mamy, czyli córki tej babci -- może to dla wyjaśnienia tej późności babcia miała wyższe wykształcenie, z czego można też wnioskować: będą umieli się zabezpieczać, unikać dzieci, w ogóle też z dziećmi nie będzie pośpiechu?... -- wojna też oczywiście zrobiła swoje, ale przecież ludzie się żenili i w wojnę -- przecież nietypowo 3 z 4 dziadków mam z wyższym wykształceniem, dziś to standard, ale dawniej to była rzadkość także wśród mieszczan). Będzie to: 5.06.1923 i 4.04.2011 r.
  • Czas sprowadzić taką babcię na świat, znalazłszy wpierw odpowiednie rodziny równoległe ("żywoty równoległe"). TU ZACZYNAJĄ SIĘ AFERY PODSŁUCHOWE (wynaleziono też już głośniki, mikrofony znane są w technice od dawna, więc można kombinować w sąsiedztwie). Zobaczymy, gdzie się uda dziewczynka babcia, dziewczynka córka z 1955 i chłopiec wnuk z... (polityk Pertini urodził się w 1896 r. zapewne bez żadnego przekazu podprogowego, w miarę rozwoju jego kariery politycznej pewnie upatrzono sobie rok 1986). Próbujmy u Mliczewskich, Uzdowskich, jeszcze jakichś innych tego typu (Mleczarscy albo Milczarscy może?... Magdę bodajże Milczarską miałem w klasie, a w klasach podrzucano mi różne ciekawe osoby, np. Kaczyńskiego, Mahmuda 2 lata przed World Trade Center, który wkrótce zmienił imię na bardziej po europejsku cywilizowane, Wesołowski mi się trafił, iWoNA Poławska, kojarząca się z koleżanką Wojtyły, której szpital zdiagnozował nieistniejącego później raka, czyli z Wandą Półtawską...). Wziąć kilka takich osób na prymitywny podsłuch, przekazem podprogowym z sąsiedztwa wywoływać poród, a w szpitalu zmarłego wcześniaka podmienić na inne dziecko. Na to teraz kierunkujemy nasze starania w polityce. A także na to, by jakaś Izadora (może to być drugie imię) kojarząca się z Izydorem była tancerką. [UWAGA: POKAZUJE TO, JAK STARA MOŻE BYĆ TA SPRAWA! MOŻE SIĘGAĆ LAT 90-TYCH XIX W.] Zupełnie równolegle niech kreują wielki rzekomo, "fenomenalny" talent jakiegoś Polaka czy lepiej pół-Polaka tancerza o nazwisku pasującym do Nietzschego (czyt.: Niczego), czyli Wacława Niżyńskiego, oraz potem niech niszczą go psychiatrami.
  • Lucyna Uzdowska ma oczywiście być bardzo korrekt i religijna.
  • Później trzeba było załatwić ślub Lucyny rzekomo Mliczewskiej z Henrykiem Uzdowskim ("ustowskim"). Załatwiać to po jego i jej stronie przekazem podprogowym, a może i sugestiami wprost mówionymi od konkretnych innych osób (rekomendacjami). Mliczewska i Ustowski, seks oralny i koniec w ustach, "no z tego to dzieci nie będzie". To taka szczególnie niemoralna "metoda antykoncepcji" w tle. W każdym razie potomkowie nie przeżyją (bo wcześniaki, z ustawionymi datami urodzenia). Aborcja nieomal, z Watykanu.
  • Później trzeba było załatwić przekazem podprogowym daty urodzin dzieci z ww. małżeństwa (w latach 50-tych), z góry zaplanowane z myślą o ich datach zgonu. Oryginalny wcześniak z genami rodziców oczywiście ginie (jak w 98-100% przypadków, chyba że bardzo nieznaczne wcześniactwo), a szpital zamiast niego podstawia inne dziecko tej samej płci. Jeśli się nie uda dziewczynka, to może nie będzie Piotra Niżyńskiego, tylko Piotr Uzdowski?... Ale Niżyńską wtedy będzie miał matkę. Może też dobre. [A być może załatwili jeszcze jakąś zupełnie inną linię dla obsługi takiej możliwości, że nie wyjdzie córka. Do jakichś może jeszcze zupełnie innych rodzin się przyczepili -- "w końcu, w którymś z przypadków, się uda tak, jak planujemy, ważne, żeby wyszedł z tego Piotr Niżyński"?... Wtedy uda się wykorzystać postać polityka włoskiego Sandro Pertiniego.]
  • Ewa Uzdowska, dziecko ww. rodziców, ma zostać muzykiem. Też ma być religijna, broń Boże jakieś odstępstwa -- niech ma to po swych śledzonych niebiologicznych rodzicach. Później oni zresztą należeli do grupy słuchaczy Radia Maryja, podobnie jak moja mama.
  • Ewa Uzdowska ma wyjechać do Warszawy (osobne własne mieszkanie... z przekazem) i wyjść za mąż za Niżyńskiego (1980 r.?). Załatwiać to po jego i jej stronie przekazem podprogowym, a może i sugestiami wprost mówionymi od konkretnych innych osób (rekomendacjami). Można przypuszczać, że od przyjazdu do Warszawy pewnie w 1974 r. czy którym tam moją mamą zajmował się Warszawski Ośrodek Telewizyjny. Co do Niżyńskiego to lepiej, by nie był wierzący. Później się może pokłócą itd., będą niedopasowani.
    [Mój komentarz: ta, ojciec często gadał, że "ona by się świetnie nadawała, by śpiewać w pierwszym rzędzie chórów anielskich, ale życiowo jest zerem, pod względem zaradności życiowej", zawsze groził innym "bo skończysz jak twoja matka" -- istotnie, jakieś niedopasowanie później wynikło, rozwód itp., ojciec miał w nosie katolicką zasadę wierności do grobowej deski]
  • Dzieci z tego małżeństwa podmieniać na albinosy. We Włoszech szykować karierę Pertiniego. Piotr Niżyński ma mieć po nim datę urodzenia. Drugi syn ma być Michał z przyczyn już wyjaśnionych (przykład syna "wyrodnego").

Inaczej chyba tych wszystkich "przypadków" się nie wyjaśni. Są skrajnie nieprawdopodobne. Być może ileś jeszcze innych ciekawych kombinacji było, bo nigdy nie wiadomo, czy dziecko urodzi się chłopczykiem, czy dziewczynką. A Pertiniego mogli chcieć wykorzystać. W którymś z przypadków na pewno się uda fajna kombinacja wyglądająca tak, jak gdyby jakaś opatrzność wszystko zaplanowała.


Ja nie mówię, że mej matce na pewno zrobią tę datę 6.04.2021, bo można by i zorganizować inną, skoro już tą tak nagłaśniam, ale widać, że koncepcja taka jak najbardziej mogła tu komuś chodzić po głowie, ba, nawet na pewno chodziła, tylko że... (ach, te zera i jedynki! jest wielki postęp informatyki, w tym jest przyszłość, tymczasem w dniu 6.04 mama żyłaby 24201 dni, czyli okrągła liczba +1, zupełnie jak jej data urodzin, gratulacje, każe mi to minimalnie zmodyfikować powyższy plan tak, by to ciąg 12345566 lub ewentualnie 12345678 był tym, co się w pierwszej kolejności rozważa, tego typu daty, jak również 11234456 i inne takie: od tego chyba zaczęto, a nie od sąsiadów w kalendarium; otóż w każdym razie 0 i 1 na końcu kojarzy się z informatyką, może więc data się nie uda ze względu na mój jakiś wpływ?... zobaczymy). Zabity były Minister Sportu Jacek Dębski dziwnym trafem urodził się też 6. kwietnia. Ma datę 6. kwietnia i... zabity. Brawo.

Teraz zaś tutaj poniżej będę przedstawiać, co znalazłem na temat śmierci dziadków od strony ojca (Z. Niżyński i Z. Niżyńska), a co w moim przekonaniu wskazuje, że to najprawdopodobniej zabójstwa.

piotrniz
Site Admin
Posty: 90
Rejestracja: śr mar 18, 2015 1:11 pm

Re: Kolejne ofiary: Z. Niżyński, Z. Niżyńska, J. Niżyński?... Byli już bliscy od strony matki: dziadek, babcia, ciocia, to w ślad za nimi ci od strony ojca są niszczeni

Postautor: piotrniz » ndz maja 06, 2018 7:48 pm

Dziadek od strony ojca:
  • zawód: wojskowy (wykładowca akademicki),
  • narodziny 9.08.1923,
  • zgon 22.04.2012 (wg aktu zgonu, ale prawdopodobnie nastąpiło to jeszcze przed północą, czyli 21.04.2012), ponieważ na noc dostał jakiś lek; UWAGA: w porównaniu ze świeżą wtedy datą śmierci mej cioci Ani Uzdowskiej dostrzegam metodę transformacji daty na zasadzie +2 +2, tutaj można poczytać o analogicznych przypadkach jej stosowania w tej grupie przestępczej: http://forum.nielegalnie.pl/viewtopic.php?f=9&t=3205),
  • pogrzeb 30.04.2012,
  • długość życia: zmarł w 32400-nym dniu swego życia (prawdopodobieństwo w takim stopniu okrągłego wyniku to 2%). Ciocia Ania (zm. w 2012 r.) też miała "okrągłą" długość życia: 2800 tygodni albo inaczej 140 do kwadratu dni. Skrajnie nieprawdopodobne to, oczywiście.
Gdyby śmierć była dnia 20.04.2012 r., a o mały włos taka by nie wyszła (z lekami to nigdy nic nie wiadomo, zawsze może być jeden dzień więcej, jeden mniej), to byłby z tej daty przedział lat, jak u cioci Ani. Ta miała datę 20 02 2012 (2002-2012), czyli "od afery w łódzkim pogotowiu do zabicia Ani Uzdowskiej", a ten miałby 20 04 2012 (2004-2012), czyli "od śmierci dziadka Henia do śmierci dziadka Niżyńskiego" (tamten inny dziadek zmarł 6.11.2004). Co jeszcze mogę dodać od siebie? W kwietniu 2011 r., czyli rok przed tą śmiercią, wprowadziłem się (po tygodniowym około mieszkaniu w hotelu Novotel) do mieszkania przy ul. Andersa 29/269 (cóż za adres! zupełnie jak parametry planowanej daty zgonu mej mamy, czyli 269 dni do końca roku i 96-ty dzień roku), gdzie uwagę moją zwracały różne nazwy sieci WiFi, zmieniające się jak gdyby w ramach tego samego powszechnego procederu stalkingu (prześladowań), który mi się wtedy dawał we znaki. Ustawiano te nazwy zresztą nie tylko w tym mieszkaniu, ale i później, np. w Chełmie w lipcu 2011 r. Jak gdyby pod to, co się dzieje w moim życiu. Jedna z tych nazw sieci brzmiała "dziadek". Ponadto gdy w 2013 r. rozpętała się tortura dźwiękowa, wśród stałych odzywek spikerów obok "Pójdzie na rok!" było też, nieraz powtarzane, "Ostatni rok!" (powszechnie to wtedy stosowano). Pasuje to więc do sytuacji mego dziadka z kwietnia 2011 r., kiedy to rzuciła mi się w oczy taka internetowa sieć bezprzewodowa. Wreszcie: godne też odnotowania jest, że ojciec, gdy mi pisał o pogorszeniu zdrowia dziadka w marcu 2012 r., dodał na końcu maila "...przerzucili go ze szpitala Budowlanych (przy ul. Górczewskiej) do szpitala Bielańskiego na oddział nefrologii. Jest w bardzo słabym stanie, ale stabilnym (nie zagrażającym życiu). Dla babci Zosi, ale i nas wszystkich - to będą smutne święta". Jakże trafne! Ktoś mu to chyba podszepnął przekazem podprogowym. Ojciec, jak się zdaje, nieraz bywał śledzony.

Babcia od strony ojca (podobno chętnie łykała wersję, że jestem chory psychicznie, czy w każdym razie tak twierdziła, mimo że wiedziała chyba o przestępstwach, bo kiedyś powitała mnie kaszlaniem):
  • zawód: pielęgniarka,
  • narodziny 26.11.1923 - nie licząc roku jest to data śmierci mego dziadka od strony mamy (Henia: 6.11) z tym, że dostawiono dwójkę na początku (omawiana tu babcia jako jedyna spośród 4 dziadków obojga płci nie miała wyższego wykształcenia), a pamiętajmy, że on zmarł w 65-tą rocznicę akcji niemieckiej z 1939 r., kiedy to aresztowano wielu pracowników naukowych (jakieś Sonderkommando, dziadek zresztą znał niemiecki i wspominał wojnę) -- uwaga: być może Z. Niżyńskiemu specjalnie już po wojnie podsunięto żonę, która będzie miała taką datę urodzenia (tzn. znalazła się w jego otoczeniu i sprowokowano miłość do grobowej deski, a to w związku z sytuacją babci Lucyny z rodziny Mliczewskich, którą już szykowano na mego przodka i która wtedy, tj. w latach 50-tych, miała ślub z osobą wykształconą czy raczej kształcącą się i miała mieć dzieci, nad czym trzymano pieczę),
  • zgon w Dzień Kobiet (8.03.2013),
  • pogrzeb w Idy Marcowe (15.03.2013) - święto z czasów starożytnego Rzymu znane jako data zabicia Cezara nożem przez jego pozornych przyjaciół,
  • długość życia: 32610 dni, czyli o dokładnie 30 tygodni więcej (i ani dnia więcej czy mniej) od liczby występującej u dziadka, czyli 32400.
Nie wiem, po co ona mnie zaprosiła do siebie przed śmiercią, może po to, żeby "ojciec" następnie przyszedł z psychiatrą i mnie przebadał. Żeby później się powyżywać sądownie.


Oczywiście - jak powyższe informacje wskazują - ja zawsze większą miłością darzyłem rodzinę od strony matki, która zresztą praktycznie wcale nie wiedziała nic o przestępstwach podsłuchowych (z wyjątkiem może dziadka, który też zrobił remont, ale nigdy o tych sprawach nie mówił), a temat ewentualnej podmiany w szpitalu poruszała czasem tylko matka i to z przymrużeniem oka, bo i tak swego męża nazywała naszym "ojcem". Dodatkowa niechęć do sprawdzania tych spraw wynika stąd, że oczywiście rodzina jak zupełni idioci w świetle faktów i tak czci złotego cielca: nic tylko kult oddaje lekarzom, ich wiedzy i doświadczeniu (w ogóle nie słyszeli o sprawie kryminalnej podsłuchowej i tym, co za nią stoi: o korupcji podatkowej i grupie przestępczej w TV, która urzędy skarbowe i ministerstwo ma na usługach), udaje jakąś wiarę w to, co jest oczywiście zaledwie psychiatrią represyjną, a gdy jakiś lekarz coś powie o stanie zdrowia, każe przyjmować leki itd., to cześć temu oddają i tego słuchają.
Tymczasem, jak życie pokazuje, ludzie dożywają wieku 97 lat nigdy nie chodząc do żadnych lekarzy. Dziesiątki lat bez jakichkolwiek leczeń szpitalnych i lekarzy, ostatni szpital to pewnie poród, ot przykład prababki. I żyła i dożyła wspaniałego wieku. Podobnie inni. Oni nie są w stanie zrozumieć, w swych główkach jak widać pomieścić, że to przez lekarza może być gorzej, przede wszystkim przez lekarza, a pójście do niego wywołane jakimiś może bólami itp. jest wywołane w istocie wrażeniami w rodzaju fantomowych, pochodzącymi z przekazu podprogowego.
Na to na pewno nie wpadli, a koncepcję taką uważają za oszołomstwo.
W takim razie powiedzenia, pozostaje tylko odpowiedzieć na jedno proste pytanie: jakim cudem mam datę urodzenia Pertiniego?! Petrus-Ni (po łac.: Piotr Ni), czyli, po drobnej przeróbce (zamianie kolejności liter), Perti Ni -- przecież taka sama data urodzenia jak moja, tylko dwóm środkowym cyfrom roku należy zamienić kolejność. Jak to możliwe?! "Przypadek", odpowie zawzięty idiota, ale ja proponowałbym pomyśleć, zanim sami się do szpitala zapiszecie albo kogoś tam będziecie wysyłać.

Tak to trudno zrozumieć, że jest podsłuch i jest do pary przekaz podprogowy? I że on jest potężny? I że historię z chorobą może bez najmniejszego problemu napisać i zrealizować "scenarzysta"?

----------------------------------------------------------------------

A TERAZ INFORMACJE PRASY:

21.04.2012 r. (dziadek umiera) - w Katolickiej Agencji Informacyjnej (w niej zawsze jest najwyżej kilka artykułów dziennie):
  • Beatyfikacja MMAA E. ("Beatyfikacja mamy-Ewy"? oficjalnie był to artykuł o Meksyku, w którym ja zresztą niewiele wcześniej w 2012 r. byłem wiele tygodni, był tam nawet zamach na mnie i mój pożyczony samochód). "Santi" z dnia 6.04... Co do Espinosy (które to nazwisko skróciłem tutaj do E., wcześniejsze 4 litery to też mój skrótowiec dla 4 osobnych słów) to założyłem wtedy świeżo (1,5 miesiąca wcześniej) spółkę zlokalizowaną przy Ave. Manuel Espinosa Batista w Panamie.
20.04.2012 r. (dziadek ma umrzeć) - w Katolickiej Agencji Informacyjnej:
  • Marsz żywych (o weteranach wojennych, dziadek mój istotnie był wojskowym),
  • Żeby tablet nie przesłonił Jezusa (dziadek mawiał nieraz zdenerwowany o mnie czy nawet do mnie, że "siedzi zapatrzony w ten komputer jak cielę w malowane wrota"... w ogóle to rzadko się do mnie zwracał, ale ta kwestia, pełna irytacji, do której często był zdolny, na pewno musiała mi zapaść w pamięć, bo powtarzał ją nieraz w latach 1996-2004, czyli wtedy, gdy mieszkałem u niego wraz z ojcem i bratem; wtedy też, gdy z dziadkami mieszkałem, w kościółku okolicznym było m. in. jedno pamiętne kazanie, w którym ksiądz przyczepiał się do tego, że ludzie już tylko "DVD" się zajmują),
  • Farmaceuci mają prawo do klauzuli sumienia (brawo! a jak myślicie: jeśli by naprawdę tego dziadka zabito, to w jaki sposób? oczywiście na pewno byłoby to poprzedzone śledzeniem go albo np. mego ojca, jeśli to on kupował mu leki).
Tego samego dnia w Radiu Watykańskim (też tu typowo jest mniej niż 10 artykułów dziennie) -- zobaczmy główne nagłówki:
  • Watykan: urodzinowy koncert dla Benedykta XVI (koncert! -- to zresztą wątek muzyki, a przecież jesteśmy rodziną muzyków i melomanów -- a poza tym mówi się np. "koncert życzeń" itp. generalnie o jakimś wystąpieniu, gdzie czegoś jest dużo; tutaj mamy wystąpienie złożone z lat zgonów, 20(.)04 i 2012, bo data to 20.04.2012; oczywiście cechą aluzji jest to, że nie mówi wprost o tym, co jeszcze ma się na myśli i chce się zasugerować, więc tutaj pisano o czymś innym, tj. o urodzinach, o koncercie urodzinowym, natomiast bardzo blisko stąd do "koncertu (lat) śmierci"),
  • Chiny: nieposłuszeństwo bramą do samozniszczenia wspólnoty kościelnej (brawo, coś o samozniszczeniu -- on chyba nawet wtedy w szpitalu nie był, tylko po prostu w domu brał te złe leki... raz pewnie sprzedane w wersji zatrutej...),
  • Czy Amerykanów czeka ciemna noc wolności religijnej? (znowu to zwalanie na Amerykę, a więc szukanie jakiegoś konkurenta w złu... takie wątki co najmniej aluzyjnie nawiązujące do Ameryki spotykałem w RV przy różnych innych zabójstwach),
  • Bioetyczny labirynt: problem równi pochyłej. Również pierwszy artykuł z tego wydania Radia Watykańskiego miał w swym pierwszym akapicie coś o "śmierci ostatniego z..." (z apostołów, ale pasuje tu też temat dziadków).

----------------------------------------------------------------------

W dniach śmierci babci znowu, tak, jak przy śmierci cioci w 2012 r., ruszył temat opodatkowania Kościoła. Ruszył on w okolicach 20.02.2012 r., gdy umierała ciocia Ania i zwłaszcza po jej śmierci, jak można wyszukać na stronach ekai.pl (np. ), wlekł się więc jeszcze także w okolicach śmierci dziadka, choć podkreślam: obecnie na listach poukrywali część artykułów i można je znaleźć tylko o tyle, o ile zna się tytuł, zaś temat powrócił przy śmierci innej kobiety z mej rodziny dnia 5.03.2013 r. w artykule Biskupi poznali ustalenia ws. odpisu podatkowego. Co tam jeszcze?

9.03.2013 r. (babcia zmarła) - w Katolickiej Agencji Informacyjnej artykuł Wsparcie dla szpitalnych kapelanów (babcia zaś była pielęgniarką).
8.03.2013 r. (babcia umiera, mianowicie wieczorem; zaś artykuły w RV są gotowe najpóźniej o godz. 15-16 z minutami) - w Radiu Watykańskim:
  • Watykan: ostatnia prosta przed konklawe ("prosta" to może być też o tym, że babcia była jedyną osobą spośród dziadków obojga płci, która nie miała wyższego wykształcenia), po czym bezpośrednio za nim jako kolejny:
  • Watykan przypomina prawa najsłabszych i podstawowe znaczenie (...),
  • Ks. Mastalski: dyskusja na temat Kościoła i jego kondycji przyniesie mu odnowę,
  • Madryt: katolickie organizacje o sytuacji kobiet (zauważmy, zgodnie z istotą aluzji mamy tu prawie że o temacie mej rodziny, jednak coś innego; dokładnie w temat wpisywałoby się to, gdyby jakieś wschodnie, kresowe kraje i kościoły były omawiane, natomiast tutaj na zasadzie kontrastu jest kraj skrajnie zachodni w Europie; otóż babcia miała przodków z kresów),
  • Bioetyczny labirynt: eugenika (znowu coś z bioetycznym? skąd my to znamy?! patrz wyżej na śmierć dziadka; normalnie zaś to słowo w ogóle nie pada w biuletynie Radia Watykańskiego, patrz archiwum, które już wyrzucono ze strony głównej RV, nijak się do niego doklikać nie można, ale jeszcze można na nie wejść przez Google i przez adres http://pl.radiovaticana.va/biuletynu-polski). Zrobiono zatem przy pomocy tego słowa pomost między śmierciami obojga dziadków. Naprawdę nie zauważyłem, żeby to był jakiś stały cykl, jeśli bywały takie artykuły, to bardzo bardzo rzadko.
7.03.2013 r. (babcia ma umrzeć) - w Katolickiej Agencji Informacyjnej:
----------------------------------------------------------------------

Gazeta Wyborcza (archiwum.gazeta.pl) też trochę nawiązywała. Na czerwono zaznaczam te artykuły, których swoistość zrozumie każdy, a nie tylko świadkowie z rodziny i ten, kto ich na ten temat przesłuchał. Wymieniam w kolejności chronologicznej, często z małymi zaledwie przeskokami między punktami:

przeddzień śmierci dziadka (21.04.2012 r.):
  • Eurotoalety? Jedna na stu (już na pierwszej stronie archiwum, blisko początku! "jedna na sto" pasuje do długości życia dziadka, zaś tak poza tym można tu jeszcze dodać, że nietypowy a zarazem podobny temat: toalety japońskie był przez ojca kiedyś poruszony bodajże przy kolacji, gdy jeszcze mieszkaliśmy w domu dziadka), bezpośrednio po nim:
  • Kto jeszcze da miliardy na ratowanie Europy?, którego autor to Leszek Baj -- może to angielskie "bye" (żegnaj!) to z myślą o Millerze, któremu już tak kiedyś powiedziano i którego końcem politycznym, może na życzenie nieprzejednanej skarbówki, była afera Rywina,
  • Wszystkich bandytów zlikwidować (pasuje do mego bloga bandycituska.pl; w tym samym numerze był też artykuł Gangster w areszcie, Koniec mitu niewinnej Afryki...),
  • Spór o Boga miłosiernego (to do pary z Teiści, ateiści, spór o Boga z wydania Gazety Wyborczej bezpośrednio poprzedzającego śmierć cioci; skąd w ogóle ten temat? bo w Sądzie Najwyższym zorganizowano, podejrzewam, że przez kryminalne układy, specjalne orzecznictwo, które ma mi uniemożliwić uzyskanie odszkodowania po dokonanym z pomocą nakazu zapłaty złodziejstwie sądowym, a dobrano jego temat pod powtarzane wobec mnie nieraz w latach 1999-2004 słowa dziadka: "Gapi się w ten komputer jak cielę w malowane wrota!" -- słowa te, jeśli się nad nimi zastanowić, idealnie pasują do uzasadnienia, jakie Sąd Najwyższy napisał do swej teorii, że w skargach o stwierdzenie niezgodności z prawem prawomocnego wyroku nie przysługuje nigdy przywrócenie terminu, choć ustawa sama w sobie przecież przewiduje zawsze taką możliwość; "Bóg"=Sąd Najwyższy, "miłosierdzie"=darowanie potknięcia, czyli uchybienia terminowi -- przywrócenie terminu; "jak" ktoś inny = podobne, można pomylić; "gapić się w komputer"=sprawy kryminalne, kryminalna geneza; "cielę"=niezbyt inteligentna istota; "wrota"=art.417(1) par.2 Kodeksu cywilnego, który wprowadza niejako, wg uzasadnienia SN, do prawa materialnego zależność od terminu podanego w Kodeksie postępowania cywilnego; "malowane"=ludzką ręką wykonane, a nawet szlachetną ręką [ustawodawca, czyli Minister i prawnicy rządowi]; wracając do tematu "Spór o Boga miłosiernego": w tymże numerze związanym ze śmiercią dziadka był też artykuł Awantura o wybory, jak również Aktor i filozof pytają o prawdę autorstwa niejakiego Strzelczyka -- nazwisko kojarzące się z biurami nieruchomości -- oraz jeszcze ze 3 artykuły z Tischnerem w tytule, a także artykuł z trafnymi personaliami "Zbyszek Szatan" w pierwszym zdaniu: KUP DZIECKU MOTORYNKĘ, WTEDY NIE ZOSTANIE DAWCĄ -- "rozmawiała Ewa F[...]", dobrali redaktorkę z trafnym imieniem, bo Ewa to moja pobożna matka); UWAGA: nazajutrz po stwierdzeniu zgonu mej babci, czyli męża zmarłego tutaj dziadka, dnia 9.03.2013 r., były zamieszki religijne w Lahaur, a 2 dni później artykuł o nich: 150 aresztowanych po zamieszkach (jak podają dziennikarze, jacyś chrześcijanie pospierali się rzekomo z muzułmanami czy raczej odwrotnie, mianowicie o Mahometa -- a zauważmy, że "W imię Boga wszechmogącego, miłosierniego!" rozpoczyna modlitwy muzułmańskie...), tymczasem zaś mój wujek, czyli syn tych dziadków, z których tu ostatni zmarł (a więc zmarła mu matka), poprosił mnie kiedyś (wkrótce po mej wyprowadzce z domu dziadków) o zrobienie strony internetowej o malarzu Zdzisławie Lachurze, http://www.lachur.pl, którą dla niego wykonałem i utrzymywałem przez lata na swych serwerach, dopóki nie zamknąłem firmy (ten przyszywany wuj próbował sprzedać jego obrazy) -- wujek ten mieszkał zresztą po śmierci dziadka w tym właśnie domu, w którym żył on z babcią i przejściowo też, w latach 1996-2004, ja z ojcem i bratem -- toteż ww. miejscowość pakistańska w sposób już zupełnie niewątpliwy kojarzy się z moją rodziną i domostwem, a przecież aluzyjna zapowiedź zamieszek i ataków na osady chrześcijańskie była już przed śmiercią dziadka, czyli rok wcześniej. Na podkreślenie ponadto zasługuje, że pakistańska ustawa o bluźnierstwie została uchwalona w roku moich narodzin, jak głosi ww. artykuł.
  • Myślę, więc chcę rozumieć (dziadek wielokrotnie w mym życiu rzucał przy mnie z niejasnych powodów w powietrze słowa "Galileo Galilei" -- postać wczesnego oświecenia, jak Kartezjusz, autor sloganu "Myślę, więc jestem", do którego tu się w tytule nawiązuje; UWAGA: w tym samym numerze był też artykuł jak gdyby o innym jeszcze ojcu współczesnej astronomii, Koperniku: Kopernik rozrusza też Wisłę, a także art. ze wzmianką o znanym współcześnie żyjącym fizyku Hawkingu: W SKRÓCIE na temat spektaklu "Bal u Hawkinga"),
  • Nie ma ciała. Była zbrodnia?,
  • ale ... podpatrzone -- ten artykuł bardzo nietypowo zaczynający się od "ale" i w dodatku z małej litery jest do kompletu, kolejno, z: (1) Ale za to niedziela z dnia śmierci mej babci Lucyny Uzdowskiej, tj. 4.04.2011 r., (2) z ale... napisali z wydania bezpośrednio poprzedzającego śmierć mej cioci Ani Uzdowskiej w szpitalu, tj. z 18.02.2012 r., o bardzo trafnej treści, oraz (3) z Wygrana bez "ale" z dnia jej śmierci, tj. z 20.02.2012 r.; pamiętajmy, że zwłaszcza ww. ciocia to ma wspólnego z tym dziadkiem, że przeżyła okrągłą liczbę dni; ponadto tytuł jest do pary z (4) artykułem podpatrzone... z wydania bezpośrednio poprzedzającego śmierć Lucyny, tj. z 2.04.2011 r.),
  • Ulica kryptologa (dziadek mieszka na osiedlu sąsiadującym z terenami warszawskiej państwowej uczelni WAT, na której ojciec nieraz doradzał mi kierunek kryptologia jako atrakcyjny; artykuł jest o Parku Naukowo-Technologicznym; UWAGA: w tym samym wydaniu był też artykuł Obszarnicy z uczelni oraz Przewodnik o dzielnicy przemysłowej, nawet one były niedaleko położone, kilka pozycji wcześniej),
  • Turniej sądowy młodych prawników (do pary z Licealistka zna się na prawie z wydania GW bezpośrednio poprzedzającego śmierć Lucyny, tj. z 2.04.2011 r., którego autorem był Piotr Guzik),
  • Illustrissimo Signore Professore, artykuł o papieżu (pierwsze zdanie: "Ile dywizji ma papież?" -- do pary z Miecz św. Piotra z Katolickiej Agencji Informacyjnej z dnia następnego po śmierci babci; bezpośrednio za tym artykułem idą BIESY [psy? piesy?], Koniec mitu niewinnej Afryki, Kiedy zabójca ukryje zwłoki itd.),
  • MOHER Z AMSTERDAMU (artykuł kojarzy się ze słuchaczami Radia Maryja jako "moherowymi beretami"; w tej części rodziny Radia Maryja nie słuchano, a nawet nie chodzono do kościoła, w przeciwieństwie do rodziny po stronie matki, w której zresztą słuchali tego radia; Amsterdam można na tym tle skojarzyć z miastem i krajem o bardzo wysokim odsetku niewierzących, gdyż Holandia w Europie znajduje się w czołówce krajów pod względem laicyzacji, obok np. Czech i Szwecji), artykuł już w pierwszych słowach wspomina o "SPIERANIU SIĘ", co tworzy pomost z artykułem "Spór o Boga miłosiernego"; dalej na tej samej stronie:
  • Chirurgia na bok, teraz uczelnia (a także, w tym samym wydaniu na s. 8 archiwum, artykuł CHIRURG JAK FILIPIŃSKI SZAMAN? -- oba do pary z: Chirurg z kamienia z dnia śmierci dziadka Henia, tj. z 6.11.2004 r., który to artykuł zresztą już w pierwszych słowach kojarzył się z językiem niemieckim, którym dziadek jak wspominałem się umiał posługiwać, a nawet często mówił gwarowo z niemiecka) -- ten tytuł "Chirurgia na bok, teraz uczelnia" to jak gdyby ironicznie o końcu ostrego leczenia, po którym przychodzi czas na... prywatne przekonania religijne (do takiej przesady w temacie leczenia, jeśli za punkt odniesienia brać mego dziadka, nawiązują też 2 bezpośrednio po sobie tego dnia następujące artykuły: Zawieszeni po łapówkach, po czym bezpośrednio za nim jako kolejny: LEKARZE NIE ZNOSZĄ CIĘĆ; ponadto tego samego dnia był też, na s. 20 archiwum, artykuł aluzyjnie do tego pasujący, przy czym aluzja tkwi w tym, że mówi on o początku życia/narodzinach, a nie o końcu: Dość gadania, czas na in vitro, autor ma nazwisko Grochal jak mój kolega Karol z podstawówki), po czym bezpośrednio za nim jako kolejny:
  • Kawiarnia Węgliszek ma już nowego gospodarza (wujek wkrótce wprowadził się do tego domu), sporo dalej, bo na s. 16 archiwum, jest też artykuł "Przystanek Młodzi" - czekamy na zgłoszenia,
  • Kto na szefa telewizji?, a także Pożegnanie Profesora (o pogrzebie prof. Mariana Biskupa, "wybitnego historyka, Honorowego Obywatela Miasta Torunia" -- ktoś to zapewne celowo równolegle zorganizował, też pewnie jakaś "służba zdrowia"...), poza tym był też np. artykuł Z księdzem o papieżu,
  • Ruszaj się i chudnij z głową (słowo Gwardia, występujące już w pierwszym zdaniu treści tego artykułu, kojarzy się z naszą rodziną już od czasu artykułów przed zamachami na WTC -- coś tam wtedy było o losie matki; zaś slogan o robieniu czegoś "z głową" kojarzy się z akcją Wynajmuj z głową dotyczącą warszawskich oszustw mieszkaniowych, które kiedyś bardzo mnie irytowały i były przyczyną sporych prywatnych wydatków, m. in. na detektywów, i licznych mych działań; zresztą bezpośrednio za tym artykułem był kolejny, o irytowaniu się: Ted mnie czasem irytuje),
  • do rozmów z dziadkiem Heniem, w których opowiadał on o zapisywaniu się na listę Volksdeutschów, z czego jacyś jego koledzy korzystali, zdaje się nawiązywać artykuł W SKRÓCIE zawierający imię Henryk (ponadto artykuł jest o dramacie i dlatego do pary z artykułem "Fausta" gramy! z dnia śmierci dziadka Henia, autorstwa pewnej Ewy; kojarzy się to też z muzyką poważną -- też bardzo znana w tej dziedzinie sztuki jest suita pt. "Peer Gynt" Edwarda Griega -- i dlatego z mym bratem Michałem Niżyńskim, który jest muzykiem klasycznym), po którym zaledwie 2 pozycje dalej jest artykuł Prawdziwych Niemców coraz mniej (do pary z Germaniści przyszłości z wydania bezpośrednio poprzedzającego śmierć babci Lucyny, tj. z dnia 2.04.2011 r.; zaś bezpośrednio przed tym "W SKRÓCIE" jest artykuł z "irytowaniem się" w tytule, co kojarzy się akurat z tym dziadkiem, który teraz umierał, a nie z dawno już zmarłym dziadkiem Heniem; mianowicie dziadek Niżyński potrafił wpadać w bardzo histeryczny gniew),
  • do zejścia pod ziemię dworca Łódź Fabryczna, które zaczęło się w 2011 r. po śmierci babci Lucyny, zdaje się nawiązywać artykuł Fabryczny zaraz zniknie, który jest zaledwie kilka pozycji dalej (wydanie bezpośrednio poprzedzające śmierć babci Lucyny miało kilka artykułów na temat przebudów na dworcach, na temat innych stacji, tj. np. budowy metra, a także na temat podziemi),
  • Męki Artego zbliżają się do końca. Dziś ostatni mecz? (o zespole Artego było też w dniu śmierci mej babci Lucyny Uzdowskiej, w sposób nawiązujący do Izadory Duncan: Artego już podziękowało swoim Amerykankom, gdzie zresztą już w pierwszym zdaniu padło nazwisko Raymond, czyli po polsku "raj-świat", oraz w dniu śmierci Anny Uzdowskiej: Artego w końcu wygrało; zauważmy, że nazwa tej drużyny kojarzy się ze słowem "czwartego": "Męki Czwartego [z dziadków?] zbliżają się do końca. Dziś ostatni mecz?"), zaledwie kilka pozycji dalej był inny artykuł o bliskości czegoś: Majówka tuż-tuż (ale naprawdę proszę z tego powodu nie zabijać mej mamy w maju, zresztą był też złośliwie artykuł zaraz po nim o jakichś cudach w kościele, a dalej też W obronie historii, po czym Zlikwidować i sprzedać nawiązujące do "Zabiję i ciało spalę", o którym była mowa na mym blogu w bodajże 2012 czy może 2013 r., a także do zabicia mej babci i cioci z Łodzi, których mieszkanie następnie sprzedano i brat właśnie wtedy nad tym pracował, wkrótce uzyskał np. sądowe ubezwłasnowolnienie mej mamy-dziedziczki, zresztą bezpośrednio za tym artykułem był kolejny: Nie można się doczekać),
  • Jak to było 666 lat temu z Kazimierzem Wielkim? (tekst: "Średniowieczne stroje, nastrojowa muzyka i gra świateł. Dziś wieczorem na Wyspie Młyńskiej bydgoszczanie zobaczą, jak mogło wyglądać nadanie praw miejskich naszemu miastu w 1346 r." -- innego dnia to wprawdzie było, ale imprezę zorganizowano tamtego wieczora, gdy umierał dziadek), tego samego dnia był też (s. 18 archiwum) artykuł o jakimś zakończeniu: KONIEC ŚWIATA NA SZOSIE LUBICKIEJ (treść: "Ci, którzy wieszczyli rychły koniec świata w związku z 666. urodzinami Bydgoszczy w minionym tygodniu, prawie codziennie widzieli znaki zapowiadające katastrofę"),
  • W SKRÓCIE (tekst: "Prince nie zagra w czerwcu na stadionie[.] Amerykański gwiazdor muzyki pop Prince miał wystąpić we Wrocławiu [...]" -- do pary z Książę fado we Wrocławiu autorstwa Agnieszki Oszust z wydania bezpośrednio poprzedzającego śmierć cioci Ani, tj. z 18.02.2012 r.; zauważmy, ang. Prince oznacza po polsku książę), po czym bezpośrednio za nim jako kolejny artykuł o trafieniu mordercy na obserwację sądowo-psychiatryczną: Czy wiedział, co robi?,
  • Dziewięć odsłon Sajkowskiego (miałem w podstawówce kolegę Wojtka Zajkowskiego, czyli nazwisko prawie identyczne -- teraz podobno deklaruje się jako ateista),
  • o wcześniejszej emeryturze mundurowych (dla porównania, dziadek był wojskowym): Mundurowa średnia niezgody,
  • SZOK I BOLESNA OBRAZA -- o pomordowanych polskich oficerach,
  • Jak pan może, panie profesorze (recenzja książki Zbigniewa Lwa-Starowicza, tymczasem przecież dziadek miał problemy z oddawaniem moczu, bodajże kamicę nerkową, z powodu -- jak podawali lekarze -- "raka prostaty"), bezpośrednio za tym artykułem jest jako kolejny artykuł ICH TROJE kojarzący się z tym, że zmarło już 3 z 4 dziadków,
  • Zabił, bo miał dość życia w strachu,
  • Lekarze: U nas są leki do chemioterapii. Ale mogą się wyczerpać (do pary z artykułem Generał Jaruzelski poddany chemioterapii z wydania bezpośrednio poprzedzającego śmierć babci Lucynki, tj. z 2.04.2011 r., a także Szpital w parku już nie tylko studenki z wydania bezpośrednio poprzedzającego śmierć cioci Ani, tj. z 18.02.2012 r., którego pierwsze zdanie również było o "chemioterapii": "Łóżka dla przewlekle chorych, leczenie powikłań po chemioterapii i chorób krążenia obwodowego. Takich oddziałów na Pomorzu brakuje. […]"),
  • Możesz słyszeć lepiej (cecha dziadka: aparat słuchowy; artykuł napisała "oczywiście" Kowalska), na tejże 18 stronie archiwum także kolejny artykuł tej autorki: Z aparatem słuchowym prosto do basenu ("Takich urządzeń nie powstydziłby się James Bond. Dzięki technologii cyfrowej [...]"),
  • artykuł o jakiejś dziwnej awanturze przed szpitalem (Człowieku, to jest droga dla karetek! -- zważywszy na to, że karetki codziennie niemal przejeżdżają tuż obok mnie po kilka razy, a sytuacja ta utrzymuje się od jakichś 2-3 lat, pasuje to do pary i kojarzy się z Zarząd województwa dał pieniądze na szpitale i kulturę z wydania bezpośrednio poprzedzającego śmierć babci Lucynki, czyli z 2.04.2011 r., który zresztą był wtedy w świetnym otoczeniu, m. in. następny był artykuł Urzędnicy: będą kary. Wycinek nie odpuścimy kojarzący się jeszcze dodatkowo ze słowem niem. ausrotten = wyciąć, które w czasie wojny stosowano też w znaczeniu wymordowania ludności, a tamto wydanie odwoływało się do specyficznej gwary niemieckiej dziadków i ironizowało Germaniści przyszłości... wspomniany "Zarząd województwa" występuje też w tym tutaj omawianym wydaniu, z przedednia śmierci dziadka Niżyńskiego, jako pierwsze słowa artykułu SLD: Mieszkańcy dostaną po kieszeni za śmieci),
  • Zapach i wariograf. Jaki będzie wyrok? (skojarzenie: "śmierdzi tu!..."; artykuł o zabójstwie staruszki),
  • Kibicowanie po naszymu (już w pierwszym zdaniu o jakiejś pani Ewie, a jest to imię mojej mamy; literówka w tytule kojarzy się więc, jeśli to ma być jakiś folklor, z kwestią nagminnego mówienia Jo zamiast niem. Ja = "tak" przez moich dziadków od strony matki, którą objaśniałem i omawiałem na konkretnych przykładach z prasy, w tym Radia Watykańskiego, z dat związanych ze śmiercią dziadków w specjalnym piśmie do sądu w związku ze sprawą matki i szpitala psychiatrycznego), po czym bezpośrednio za nim jako kolejny:
  • Samotna matka zaczęła pracować. Ma o 1,28 zł za dużo, więc straciła zasiłek (temat bezrobocia mej mamy oraz skojarzenia z informatyką, jako że 128 to 2 do potęgi 7, czyli liczba zerojedynkowa przedstawiająca bajt, w którym tylko tzw. najstarszy czy, jak też się mówi, najbardziej znaczący bit -- to znaczy cyfra -- jest "ustawiony", czyli ma wartość 1),
  • W SKRÓCIE (treść: "PIŁKA NOŻNA Władysław Siech nie żyje W wieku 92 lat zmarł Władysław Siech, najstarszy piłkarz z Zagłębia Dąbrowskiego. [...]" -- co tu szczególnie trafia w temat to nagłówek z parametrami widniejący na liście artykułów archiwum pod tytułem artykułu: "Katowice TOD"; Katowice z brzmienia kojarzą się z katolikami, zresztą spikerzy tortury i inne osoby z nimi powiązane nieraz używali nazw miejscowości dla aluzyjnego odniesienia się do jakiejś kwestii ze mną związanej, zaś niem. tot = martwy/-a/-e, czyli te słowa Katowice TOD brzmią jak "katolicyzm martwy"),
  • artykuł nawiązujący do mych pobytów za granicą, które tak właśnie wyglądały (w tym zwłaszcza do rozboju dokonanego na mnie przez policję gwatemalską, która pytanie to mimo odpowiedzi wiele, wiele razy powtórzyła, chyba z 30 w czasie 20-minutowej jazdy i kontroli rzeczy z plecaka połączonej z odebraniem mi rzeczy co wartościowszych): Jak nie wyglądać na amerykańskiego turystę (treść: "Onegdaj, zmęczony koniecznością odpowiadania 123 razy dziennie na pytanie: 'Where are you from?' (skąd jesteś?), wpadłem na pomysł sporządzenia koszulki z napisem: 'I am from Poland, not Holland' [...]" -- zresztą TIR-y z oznakowaniem POLAND-HOLLAND też za mną jeździły w Polsce), 2 pozycje dalej artykuł jak gdyby o mej babci, której pochodziła częściowo bodajże z Białorusi:
  • Polacy solidarni z Białorusią na wspólnym koncercie (porównaj z artykułami Faktu z przedednia śmierci babci Lucyny: Jarosław Kaczyński złożył publiczne kondolencje Edwardowi -- tak ma/miał na imię brat mej babci, tymczasem posłowi Edwardowi [Czesakowi] zginęła matka -- oraz z dnia śmierci tej babci: Jarosław Kaczyński: nie wiedziałem o drugim pogrzebie brata), było zresztą też coś jak gdyby do mego brata, który na Litwie studiował: Polacy i Litwini. Narobiliśmy mnóstwo głupstw autorstwa Pawła Smoleńskiego (ten sam dziennikarz pisał zresztą w przeddzień zamachów na World Trade Center z 2001 r. coś o przyszłości politycznej Donalda Tuska) i niewiele dalej (ostatnia strona archiwum) artykuł o rekordziście świata w ilości ułożonych łamigłówek.

przeddzień śmierci babci (7.03.2013 r.):
  • 28 tysięcy pasażerów lotniska -- to w ogóle pierwszy artykuł w archiwum z tego dnia (i do pary z długością życia mej cioci Ani Uzdowskiej: 2800 tygodni i ani dnia dłużej, p. kalkulator liczby dni pomiędzy datami), po czym bezpośrednio za nim jako kolejny:
  • A CO Z BOGIEM? (do pary z powyższym Spór o Boga miłosiernego z przedednia śmierci dziadka oraz z Teiści, ateiści, spór o Boga z wydania Gazety Wyborczej bezpośrednio poprzedzającego śmierć cioci; na s. 2 archiwum jest też artykuł UPRAWIAM TANTRĘ I SIĘ NIE MARTWIĘ kojarzący się z posążkiem Buddy, który mieli dziadkowie w swym domu -- ciekawe, kto im go i kiedy podarował), po czym zaledwie 2 pozycje dalej:
  • Lubelscy lekarze odbili się od dna,
  • Znana spółka zbankrutowała (na kolejnej stronie archiwum pierwszy artykuł to Dlaczego księgarnia upada?, po czym bezpośrednio za nim w tytule jest temat niemieckości i okrągłej, podzielnej przez 5 rocznicy -- jak w przypadku dziadka Henia; ponadto był też tego dnia, mianowicie na s. 6 archiwum, artykuł kojarzący się z Biblią, a więc i Kościołem: Ciężkie czasy, bibliotekarze kwestują),
  • Nie wierzą w obietnice, są gotowi odejść z pracy -- o jakimś szpitalu, po czym zaledwie 2 pozycje dalej:
  • Hiszpanie do Grzymowicza: Maniana (hiszp. mañana[/] = jutro, a więc jest tu wskazanie na dzień śmierci mej babci, jakkolwiek ona pewnie zmarła już 7.03.2013 r., gdyż to wtedy dostała lek, tylko po prostu personel szpitala oczywiście później się już nią nie interesował i "odkrył" fakt śmierci dopiero nazajutrz),
  • jeszcze na tej samej pierwszej stronie: Gaz eksplodował przy Małej. Ranna kobieta, Wolnoć Tomku w swoim... (nowa rola wuja?...), Prasa pisała,
  • Potrzebują zmiany (treść: [i]"- Sposobem na poprawę sytuacji finansowej naszych szpitali jest ich komercjalizacja - podkreślają dyrektorki wałbrzyskich placówek medycznych. - Koszty rosną, a pieniędzy od NFZ nie jest więcej. Trzeba szukać sposobu na wyjście z tej sytuacji"),
  • kolejny artykuł medyczny dotyczący tego, czego ludziom naprawdę potrzeba: Czego potrzeba w CKD?, po czym bezpośrednio za nim:
  • Amos Oz doktorem UŁ (artykuł o żydowskiej postaci, która przyjedzie do -- kojarzącej się z morderczą aferą w pogotowiu i szpitalach -- Łodzi; żydostwo, pamiętajmy tutaj, przez wieki kojarzyło się także z chciwością i gromadzeniem majątków), po czym zaledwie o 2 pozycje dalej:
  • SZALETY MIEJSKIE: WSTYD DLA ŁODZIAN? (pamiętam pewną rozmowę z tą babcią, która wtedy miała umrzeć, gdy mówiła mi o wstydzie tkwiącym w "załatwianiu się w ogródku", do którego mogłoby dochodzić), po czym bezpośrednio za nim jako następny:
  • NIK sprawdzi nocną pomoc (o pacjentach polskich szpitali i pogotowiu), tego samego dnia (s. 10 archiwum) był też artykuł Kontrola NIK: "pacjent bezradny w nocy" (uwaga: kod pocztowy siedziby NIK to 00-611, co kojarzy się z datą śmierci dziadka Henia, tzn. tego od strony mamy: 6.11.2004 r.),
  • Jadwiga Radziejewska z d. Starzec (treść: "20 lutego 2013 r. zmarła w Warszawie moja Babcia Jadwiga. Wojna oddzieliła Ją od bliskich: wywieziona przez Niemców z Kresów Wschodnich [...]", w tekście jest data równo o rok późniejsza od śmierci mej cioci Ani -- artykuł do pary z artykułem Teresy Olejarz, kojarzącej się z "olewaniem" tematu, pod tytułem Anna Łyszkowska z wydania bezpośrednio poprzedzającego śmierć drugiej babci, tej od strony matki, a więc babci Lucyny, tj. z wydania z 2.04.2011 r. [powtórzono go też 4.04.2011 r.], który również był zredagowany jako takie opłakiwanie bliskiej osoby i w którym z kolei była data o 1 rok wcześniejsza od daty śmierci ww. babci Lucynki),
  • Ze studentami o abdykacji (treść: "'Kulisy abdykacji Benedykta XVI' -- to tytuł spotkania księdza Kazimierza Sowy ze studentami [...]"; uwaga: abdykację papieża zapowiadały artykuły KAI w dniu jej śmierci, nastąpiła ona prawie rok później w Światowy Dzień Chorego, a koniec pontyfikatu przypadł na rocznicę pogrzebu cioci),
  • Platforma Obywatelska może być mniejsza o jednego radnego -- z PO chcą wyrzucić Piotra Jankowskiego (uwaga: prałat Jankowski był podobno przewlekle podsłuchiwany, do końca życia),
  • Szermiercza wystawa w Zamku Piastowskim (artykuł o historii i o 65-ej rocznicy, tymczasem mój dziadek od strony mamy, dziadek Henio zmarł w 65-tą rocznicę niemieckiej akcji wobec jakichś pracowników naukowych, których aresztowano, o czym wtedy 6.11.2004 r. pisała też Gazeta Wyborcza; pokazuje to, że po pierwsze moją babcię jako kandydatkę na małżonkę czy małżonkę Z. Niżyńskiego wybrano już w 1948 r., a po drugie już w 1948 r. obmyślona była pożądana data jego śmierci -- chyba że to jakieś dziennikarskie naciąganie faktów, ale być może to po prostu prawda i są na to jakieś dokumenty), po czym bezpośrednio za nim jako kolejne JUTRO W MAGAZYNIE KRAKOWSKIM oraz Pies z czipem szybko wraca do właściciela,
  • Fiskus nie chce podatku, dalej na tej samej stronie archiwum:
  • Znów przybyło zabytków (treść: "Budynek szpitala w Grójcu i dwa XIX-wieczne cmentarze z regionu zostały wpisane do rejestru zabytków", autor: M. Rusek),
  • artykuł o muzyku Michale, co budzi skojarzenia z mym bratem, który też jest muzykiem: Śpiewa Michał Gasz (do pary z Książę fado we Wrocławiu autorstwa Agnieszki Oszust z wydania bezpośrednio poprzedzającego śmierć cioci Ani, tj. z 18.02.2012 r., gdyż ang. fade = gasnąć, a także z artykułem W SKRÓCIE z przedednia śmierci dziadka Niżyńskiego, również o jakimś "księciu" -- ang. prince, jest tu więc też nić łącząca w pary ze sobą każdy z tych 3 artykułów, mianowicie angielszczyzna; ponadto do pary z wspomnianym artykułem "Książę fado" w omawianym tu wydaniu na s. 14 archiwum był artykuł Sąd gasi posła Zbonikowskiego, w którego pierwszym zdaniu pada nazwa miasta: Rypin -- jest to miejscowość, w której siedlisko miała moja rodzina od strony matki),
  • Nowe porządki [...] nie każdemu się podobają, po czym bezpośrednio za nim jako kolejny:
  • Znany rzeźbiarz zaprojektuje pomnik Zbigniewa Religi? (popularny minister zdrowia z ramienia PiS, znany też jako ateista, który wywiadów udzielał, jak to z wiekiem jest ateistą coraz bardziej; nazwisko nieodparcie kojarzące się z religią),
  • SLD chudszy o Kalisza (kolejna taka partia usuwająca 1 osobę, wcześniej było o PO; "Ryszard Kalisz został zawieszony w prawach członka SLD. Sąd partyjny ma zbadać, czy i jak powinien być ukarany za nielojalność."),
  • Polacy liczniejsi czy zamożniejsi (mądry komentarz do masowego korumpowania pracowników!),
  • ZAKONNIK ROZLICZA POLSKICH BISKUPÓW ("Tak mocnej, a jednocześnie konstruktywnej krytyki Radia Maryja i Episkopatu nie wygłosił jeszcze żaden duchowny. Znany zakonnik rozlicza polskich biskupów. "Chciałbym zapytać wszystkich hierarchów [...]" -- oczywiście zakonnika pewnie kierownictwo watykańskie poprosiło o odezwanie się, chyba że to skarbówka); temat pasuje do pary z artykułem Pożegnanie Profesora (o pogrzebie prof. Mariana Biskupa, "wybitnego historyka, Honorowego Obywatela Miasta Torunia") z wydania bezpośrednio poprzedzającego datę śmierci dziadka; zauważmy, że zabicie kogoś jeszcze przy okazji mordowania mej rodziny zdarzało się też przy śmierciach rodziny od strony matki: babci (mniej więcej wtedy, prawie dokładnie wtedy zmarła też matka posła Edwarda Czesaka, tak, iż J. Kaczyński mógł złożyć Edwardowi publiczne kondolencje w przededniu śmierci mej babci, a przecież jej brat ma tak na imię) i cioci (zabicie misjonarza Rybińskiego w Tunezji rok wcześniej, był w związku z tym przy najwyraźniej zabijaniu cioci artykuł Piosenka o zamordowanym misjonarzu; zresztą sama afera łowców skór z 2012 r. z m. in. Banasiem w roli głównej wydaje się być uprzednio specjalnie zorganizowaną z myślą o późniejszym zabiciu mej cioci w szpitalu),
  • Cięcie kosą, nie skalpelem (do pary z Chirurgia na bok, teraz uczelnia z przedednia śmierci dziadka Niżyńskiego i z Chirurg z kamienia z dnia śmierci dziadka Henia, tj. z 6.11.2004 r.),
  • Proces mieszkaniowy. Radni nie będą wzywani (sporo takich tematów mieszkaniowych było przy śmierci babci Lucyny i cioci Ani),
  • Kasa na kulturę. Original Source Up To Date Festival znów niedoceniony (do pary z Zarząd województwa dał pieniądze na szpitale i kulturę z wydania bezpośrednio poprzedzającego śmierć babci Lucynki, czyli z 2.04.2011 r.; co do tytułu to zauważmy, że "source up to date" oznacza po ang. "źródło na czasie", co mogłoby być ironią o roli Gazety Wyborczej przy zgonach członków mej rodziny), po czym bezpośrednio za nim jako kolejny:
  • artykuł z tekstem "Pomieszczenie mieści w sobie tajemnice, które niejedna osoba będzie chciała odkryć" w pierwszych zdaniach (Magiczna sala przy Gajowej), po czym bezpośrednio za nim jako kolejny:
  • Pieniądze na przegrane procesy,
  • Płocczanie ofiarowali dary dla Afryki (do pary z Koniec mitu niewinnej Afryki z przedednia śmierci dziadka Niżyńskiego),
  • ZUS wypowiada wojnę symulantom -- skojarzenia: 1) emerytura, 2) fikcyjna choroba.



Wróć do „Zabójstwa”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość